Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

kliknij - Loty

 

 
Zdrowie
w rodzinie!
 
 
kliknij
Wiecej info
 
 

 

Pomoc psychologa!
 
 
 
 
kliknij
Wiecej info.
 
 
 
 
Medycyna naturalna!
 
 
 
 
Kliknij - Wiecej info.
 
 

 

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

 

 

TŁUMACZ PRZYSIEGŁY J. POLSKIEGO

DOMINIKA HILGER

kliknij - Wiecej Info.

 

 

Księgarnia Polska

codziennie nowa

bogata oferta

www.polbuch.de

 

 
Porady prawne
 

kliknij

Prawo

 

 

OKNO

witryna poetów

kliknij - Okno

 

 

Porady Ekonomiczne

Zabezpiecz swoja przyszlosc

kliknij

PORADNIK
 

 

 

Naprawa samochodow w Polsce

kliknij

Wiecej info.

 

 

TLUMADCZENIA I INFORMACJE

kliknij

Wiecej info.

 

 

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

 

 

Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polski

w Monachium

 

Adres

Röntgenstr.5,

 81679 München

Tel: 089/4186080,

Fax: 089/471318

Godziny pracy:

poniedziałek,czwartek, piątek

9.00 – 13.00,

wtorek 14.00 – 18.00.

 

 

Tanio

do Polski

www.reisenachpolen.info

kliknij

Podroze

 

Dr Marcin Idziński - P-NTKK
 
Zagrożenie tożsamości polskiej w Niemczech w świetle procesów zachodzących w Kościele niemieckim.
(Materiał Sesji Polonijnej na Uniwersytecie Szczecińskim 05.04.2005.)
 
Na początek krótko przypomnijmy kilka oczywistości!
By w ogóle mówić o „praktyce religijnej” konieczne sa cztery następujące elementy;
- słowo, czyli możliwość przekazywania treści religijnych, ich przepowiadanie i sprawowanie kultu (zawarte w dużej mierze w słowie),
- wiara, która poza łaską z tego słowa (przepowiadania) wynika,
- sakramenty i liturgia, stanowiące centrum każdej praktyki religijnej, oraz
- obyczaj religijny, który czyni tę praktykę zgodną z mentalnością określonej grupy wiernych, który umożliwia poczucie tej praktyki za własną, osobistą i zgodną z kulturowymi korzeniami.
Bez tych czterech, ale wspólnie obecnych elementów, praktyka religijna jest narażona na wielkie niebezpieczeństwo. Jest wprawdzie możliwa bez dogłębnego zrozumienia słowa i w otoczeniu obcego obyczaju, bo jej trzon, czyli wiara, sakramenty i liturgia wystarczą by istniała, jednak rzeczywistość uczy, że w takich warunkach szybko słabnie i w rezultacie w obumiera.
Takie właśnie niebezpieczeństwo grozi dziś w bardzo znacznym stopniu środowiskom o polskich rodowodach w Niemczech, a jest przez wiele odpowiedzialnych instancji w równie znacznym stopniu lekceważone, lub odsuwane na plan dalszy.
Postaramy się niżej podstawowe elementy tego zagrożenia omówić.
Zacznijmy od określenia obecnej sytuacji.
Przez dziesięciolecia struktura Polskiej Misji Katolickiej w Niemczech rozwijała się, by mniej więcej w roku 2002 uzyskać stan dobry, odpowiadający niemal wszystkim, rzeczywistym potrzebom ponad milionowej grupy Polaków. Rozwój ten wynikał z jasnego zrozumienia przez odpowiedzialnych za tę strukturę hierarchów Kościoła - właśnie potrzeby wspólnej obecności wymienionych powyżej elementów religijnej praktyki i jej zabezpieczenia.
Tak jak jesteśmy dziś, tak zawsze byliśmy w Niemczech „gośćmi” (nie potrzeba teraz głębiej rozpatrywać elementów tego stosunku z otoczeniem), struktura Misji była „gościem” poszczególnych diecezji. Gościnność ta wynikała z określonych umów między episkopatami, polskim i niemieckim, a tak uregulowana gościnność gospodarzy była wystarczająca, by ciężką pracę duszpasterską prowadzić na potrzebnym poziomie i przy pomocy Ducha Świętego rozwijać.
Atoli w roku mniej więcej 2002 nasz gospodarz zmienił kryteria swej gościnności.
Stało się to z dwóch zasadniczych powodów - bynajmniej nie błahych!
Pierwszy z nich to pieniądze. Zmieniła się nie tylko zasobność skarbca Kościoła niemieckiego, bo to kwestia sposobu liczenia jego zasobności, ale przede wszystkim zmieniła się koncepcja użycia posiadanych zasobów. Oczywiste jest „świętym prawem” Kościoła w Niemczech, decydować jak swymi zasobami gospodaruje. Nic również nam do tego, w jaki sposób postanowiono oszczędzać, choć w ramach tych oszczędności postanowiono między innymi zmniejszanie struktury duszpasterstwa obcojęzycznego, co już nas bezpośrednio dotyka. Decyzje te, choć z licznymi, bardzo głębokimi i solidnie umotywowanymi zastrzeżeniami, można by nawet zaakceptować.
Trudno jednak o to, gdyż powody ekonomiczne, tak silnie akcentowane przez niemieckie ordynariaty diecezjalne, wydają się drugorzędne wobec dalszego uzasadnienia, prze stronę niemiecką mniej nagłaśnianego, a które dla nas, Polaków jest najważniejsze. Najważniejsze również dlatego, że wydaje się nie do końca szczere. A mianowicie:
Przedstawiciele np. ordynariatu diecezji Manachium-Freizing uważają, że całość misji polskojęzycznej w ich diecezji powoli traci sens, gdyż mieszkający na jej terenie Polacy są już, po latach pobytu w Niemczech „przygotowani” do korzystania w pełni z posługi duszpasterskiej parafii niemieckich. Przywołuję przykład Monachium, gdyż w rozmowach z ordynariatem tej diecezji osobiście uczestniczyłem, jednak wiem, że i w innych diecezjach panuje podobne przekonanie, lub przynajmniej argument ten bywa używany.
Otóż pozostając z pełnym szacunkiem dla przewielebnych księży tak myślących, czy tak mówiących, jestem przekonany, że trudno o bardziej błędną ocenę sytuacji!
Krótki przykład monachijski. Parafię PMKM II (Polska Misja Katolicka Monachium II) przyłączono do PMKM I i z pozoru nic się nie zmieniło, twierdzono, że to nie jest likwidacja. Jednak ta parafia była nie tylko administracyjnym tworem. Była po prostu parafią innego środowiska, z inną, 15-o letnią tradycją, w bardzo zróżnicowanym socjalnie i kulturowo wielkim środowisku polskim. Jako członek Rady Parafialnej znałem wszystkich wiernych PMKM I. Dziś, po pół roku po reformie z tych parafian 1/3 przestała uczestniczyć nawet we Mszach Świętych. Tak zupełnie gołym okiem tego nie widać, bo miejsca w ławkach zajęli ci z drugiej parafii, którym po prostu bliżej komunikacyjnie. Ale utrata około 150 osób wraz z dziećmi, które może znalazły się w parafiach niemieckich jest faktem bezspornym. Powstrzymam się od jego oceny.
Oczywiście wielu przybyszy z Polski w ciągu dziesięcioleci możliwość korzystania z parafii niemieckich nabyło. Można uznać, że dotyczy to około 30% omawianej populacji. Dalsze 15% jest w stanie korzystać z niemieckojęzycznej posługi liturgicznej i częściowo z posługi słowa, ale i w tej grupie rzadko kto skłonny jest korzystać z posług sakramentalnych (poza Eucharystią), na pewno niechętnie lub wcale z Sakramentu Pojednania, Sakramentu Chorych, czy Sakramentu Małżeństwa. W przypadku dwu pierwszych z racji delikatności sfery językowej, w przypadku małżeństwa z racji obyczajowych i tradycji form kulturowych, jeśli chodzi o małżeństwa obustronnie polskie. Podobne problemy występują u dzieci i młodzieży z Sakramentami Pierwszej Komunii Świętej i Bierzmowania. Dlaczego? Niemieccy kapłani rzeczywiście już dawno stracili nadzieję na rzeczywiste istnienie Kościoła Domowego. Niemieckie dzieci rzeczywiście (poza nielicznymi wyjątkami) nie są religijnie przygotowywane w rodzicielskich domach. Natomiast w środowisku polonijnym rzecz ma się zgoła odwrotnie. Posłużę się przykładem swoich dzieci i dzieci z rodzin mi znanych. Sporym problemem jest swoisty „przekład” tego, co dzieci polonijne słyszą na lekcjach religii w szkole i w domu. Nie chodzi oczywiście o kanon, ale o jego – powiedzmy – temperaturę religijną. W okresie 7 – 12 roku życia dzieciom polskim wydaje się, że niemieccy katecheci uczą „innej religii” niż rodzice. Wiedzą też o tym, choć z trudem się do tego przyznają czasem – wszyscy polscy kapłani w Niemczech! Wielu rodziców natomiast, których życie skłania do akceptacji Pierwszej Komunii Świętej w parafii niemieckiej, „gorzką ślinę łyka” widząc, jak daleki jest ów akt od polskiej tradycji i atmosfery ich własnej i ich rodzin.
Kończę ten temat, gdyż liczni księża znają go wiele lepiej i głębiej ode mnie, ale podkreślam – utrata polskiej parafii dziś, grozi Polakom w Niemczech i ich dzieciom odejściem od praktyki religijnej, a przynajmniej ograniczeniem tej praktyki do niebezpiecznego minimum, co czyni dramat rzeczywisty tylko kwestią czasu.
Czy mamy się wstydzić tego, że polski obyczaj katolicki jest inny od niemieckiego? Czy jest w tym co złego? Czy nie jest on wart zachowania poza Polską? – A przede wszystkim, czy odejście odeń nie stanowi czasem poważnego zagrożenia – zwłaszcza dla pokoleń, które widzą zupełnie inaczej modlących się rodziców, dziadków, i zupełnie inny obyczaj kolegów, czy znajomych z parafii niemieckiej? Pytanie dla psychologa i socjologa religii, jednak odpowiedź twierdzącą można dać i bez tych dodatkowych konsultacji. To jest niebezpieczne dla dalszego rozwoju religijnego młodego człowieka!
Temat jest obszerny i skomplikowany, a czasu na referat mało, więc licząc na poszerzenie wyżej poczynionych spostrzeżeń własnym doświadczeniem Państwa, przejdę do ostatniego, najpoważniejszego i najbardziej dramatycznego zagadnienia.
Gdy podpisywano w roku 1991 obowiązujący do dziś Traktat Polsko Niemiecki o Dobrym Sąsiedztwie i Współpracy, strona polska, a przede wszystkim polonijna z największą dostępną sobie mocą podkreślała szczerą chęć jaknajgłębszej integracji ze społeczeństwem kraju osiedlenia, ale zgłaszała zasadnicze zastrzeżenia wobec silnego parcia władz i społeczeństwa niemieckiego w kierunku jaknajszybczej asymilacji, która znaczy tyle co po prostu wynarodowienie. Wiele trudu włożyli Polacy w Niemczech, by swej narodowej tożsamości nie zatracić. By w polskiej tradycji, obyczaju i języku wychować swe dzieci! W dużej mierze się to udało. W ogromnej mierze sukces ten należy przypisać właśnie polskim parafiom! Bo parafia polska w Niemczech to nie tylko kościół i elementarna posługo kapłańska, to jest kawałek Polski, kawałek Ojczyzny w dość szerokim tego słowa znaczeniu. I musi tak być! Bo przecież dziś nie trzeba nikogo przekonywać, do jakiego stopnia w naszej mentalności zrośnięta jest wśród Polonii, Polska z religią. Nie jest to na rękę strukturom w krajach naszego osiedlenia i to nie dziwi, ale....
Czyżby procesu wynarodowienia naszych przyszłych pokoleń miał dokonać Katolicki Kościół w Niemczech?
Zdaję sobie sprawę z drastyczności tego pytania. Z jego ostrości też.
Atoli jest prawdą, że ciśnienie i metodyczne działania państwa w kierunku asymilacji w społeczeństwo niemieckie obcokrajowców, w tym Polaków, udało się nam wytrzymać, bo mieliśmy nasze parafie, których z polonijnego punktu widzenia nie było ani o jedną za dużo! – tym bardziej, że organizacje polonijne zamierają, a więc jedyną zorganizowaną Polonią jest parafia. Bez parafii - zwycięży koncepcja kwestionowana przez Polaków od pierwszych dni działań Rodła po najwartościowszych działaczy polonijnych w Niemczech dziś. Polacy w Niemczech staną się Niemcami, praktyki religijne skostnieją na poziomie niemieckim.
Obowiązkiem więc każdego uczciwego Polaka jest działać w kierunku powstrzymania procesu zmniejszania ilości polskich parafii w Niemczech i nie dawanie wiary temu, że taka czy inna reforma jest tylko reformą.
Każdy jeden kościół, każdy jeden etat kapłana, każdej jednej siostry czy sekretarki tej strukturze zabrany, jest najczystszej wody działaniem antypolskim.
Dopóki robiło to państwo, trzeba było to akceptować, bo w końcu to jest państwo naszych gospodarzy, Niemców, którzy mają prawo je urządzać tak, jak uważają to za stosowne. Ale gdy proces ma miejsce w naszym wspólnym Kościele Katolickim rzecz zaczyna budzić zasadnicze i głębokie wątpliwości.
Pora zdać sobie sprawę z tego, że działania na rzecz osłabienia polskości Polaków mieszkających w Niemczech nie są fikcją, a od lat prowadzonym działaniem by tych ludzi asymilować – nie tylko integrować i że polegają nie tylko na nieudzielaniu pomocy w zachowaniu swej tożsamości.
To dramatyczne wezwanie pozwalam sobie sformułować, gdyż niestety nie jestem pewien, czy te najgłębsze zagrożenia są wystarczająco jasno dostrzegane, przez Rektorat Misji, Delegata Episkopatu Polski do spraw duszpasterstwa polonijnego, w reszcie przez Episkopat Polski i czy są właściwie rozumiane przez Ordynariuszy Diecezji, w których w Niemczech żyją Polacy. W obronie parafii polskich w Niemczech nie wolno ulegać uspokajającym tendencjom!
Referat niniejszy sygnalizuje tylko najważniejsze problemy.