Mim1

 

Słuchaj radia

po polsku

Darmstadt

kliknij - tutaj

 

REKLAMA

Zamów

Magazyn Polonii

PO-PROSTU

www.po-prostu.eu/

Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

Zdrowie
w rodzinie!
 
zdrowie
 
kliknij
Wiecej info

Pomoc psychologa!

 
 
kliknij
Wiecej info.
Medycyna naturalna!
 
 
 
Kliknij - Wiecej info.

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

janusz-nowy

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

Tłumacz

przysięgły języka

POLSKIEGO

DOMINIKA HILGER

kliknij - Wiecej Info.

Naprawa samochodow w Polsce

kliknij

Wiecej info.

Tłumaczenia i

Informacje

kliknij - Wiecej info.

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

banerglowny

Marcin Idziński – Dlaczego właśnie obecne wybory do Parlamentu Europejskiego są ważne dla Polski i Polaków?

Stefan Rogoski – Z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze; - to w tym właśnie nadchodzącym pięcioleciu, w czasie tej właśnie kadencji parlamentu, dojdzie do wypracowania obowiązującego na wiele lat kształtu Unii. Po drugie; - zaraz po tych wyborach zacznie się w Unii proces kształtowania jej długoterminowych zasad ekonomicznych. Obecny kryzys gospodarczy, który Polskę dotknął w stopniu jeszcze najmniejszym, ale np. w Niemczech, by pozostać przy przykładach największych gospodarczych potęg naszego kontynentu, niemal zachwiał podstawami państwa, będącego przecież pionierem gospodarki wolnorynkowej po tej stronie Atlantyku. Nie inaczej jest w USA. Dziś wielkie procesy polityczno-ekonomiczne mają przebieg, powiedzmy, dość dyskretny, to też stopień spanikowania społeczeństw jest ograniczony, ale każdy profesjonalista wie, że to załamanie gospodarcze jest nadzwyczaj głębokie i rzeczywiście uderza w podstawy ekonomii Zachodu. Oczywiście jestem przekonany, że wielkie organizmy gospodarcze, takie jak USA, Niemcy, czy Francja, a za nimi i mniejsze kraje, lepiej czy gorzej, szybciej czy wolniej, ale dadzą sobie radę z tymi zjawiskami negatywnymi, jednak Europa po kryzysie będzie już z pewnością zasadniczo inną Europą.

M.I. – Ale dlaczego właśnie te pięć lat ma to zasadnicze znaczenie?

S.R. – Bo więcej niż pięć lat kryzysu nie wytrzyma dziś żadna gospodarcza struktura, więc działania muszą być szybkie, a to, że dotychczasowy model gospodarki, który przez dziesięciolecia był bardzo efektywny, wymaga istotnych i głębokich przemian. Bez nich kryzysu nie da się pokonać. Tym właśnie musi zająć się obecnie cała Unia! To w sferze gospodarczej. Natomiast w sferze politycznej; - awantura wokół Traktatu Lizbońskiego pokazała, że i w tej sferze Unia jest tworem politycznym, wymagającym szybkich rozwiązań i to dość zasadniczych. I tak, jak ten traktat niewątpliwie zostanie niebawem wprowadzony w życie, tak szybko trzeba będzie nadać mu znaczenie praktyczne, bardzo praktyczne. Do tej pory Unia była dość luźną strukturą w porównaniu z klasycznymi strukturami politycznymi, jak np. państwa. Teraz jest już jasne, że albo zapanuje w niej pewnego rodzaju „dyscyplina polityczna”, albo się ten wspaniały twór załamie i rozpadnie. Jednak po tylu latach funkcjonowania załamanie jest właściwie niemożliwe! Byłby to wręcz niewyobrażalny krach. Dlaczego? Bo tak naprawdę nikt już dziś nie wie jak można by funkcjonować bez tej struktury. Już sama jej likwidacja w sferze ekonomicznej jest właściwie niemożliwa. To samo dotyczy sfery prawnej. Tak już jest, że historii nie da się cofnąć! Takie cofnięcie byłoby niewyobrażalnie kosztowne i nadzwyczaj bolesne dla wszystkich. Skala kataklizmu nie da się właściwie wyobrazić. Przed Rewolucją Październikową też nie można było sobie wyobrazić ile i jak ludzkość zapłaci za ten proces. Dziś świadomość polityczna w Europie jest już po dwóch straszliwych lekcjach, których na szczęście nie zapomina. Nauka z nich to to, że świat (Europę) należy zmieniać, ale nie wolno burzyć jej podstaw, ukształtowanych przez pokolenia.

M.I. – A Polska?

S.R. – Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę z tego, że nie można, a nawet wręcz nie wolno myśleć o Polsce poza Unią Europejską! Takie mrzonki, to rzecz dla Polski bezwzględnie niebezpieczna i groźna. Polska powinna i musi uczestniczyć aktywnie w działaniach prowadzących do nowego kształtu kontynentu. Pozostawanie z boku, lub marginalizacja własnej polityki byłaby niewybaczalnym błędem. Jednak to uczestnictwo nie jest rzeczą łatwą. Po pierwsze jego forma musi być – by nie była marginalna – zgodna z zasadami i metodami tego uczestnictwa. Tu ważne są dwa zasadnicze elementy. Pierwszy, to – paradoksalnie – dobrze pojęta solidarność. Dobrze pojęta solidarność polega na tym, że stosunek ten musi być oparty na realiach. Cóż to by była za „solidarność”, która polegałaby jedynie na zabezpieczaniu interesów słabych i biednych, a narażałaby interes silnych i bogatych? To przecież absurd – czysta bolszewia w najprymitywniejszym wydaniu. Prawdziwa solidarność, oparta na realiach, czyli taka, która daje się realizować, to zasada równomiernego rozwoju. Zasada, która wpisana jest w kodeks podstawowy Unii od lat. Inna sprawa jak jest realizowana. Tu zawsze istnieją obszary i metody dające się poprawiać, a przede wszystkim wymagające dostosowywania do ciągle przecież zmiennych warunków i istotnych koordynatów. W tym Polska musi uczestniczyć aktywnie – by realizacja zasady solidarności była jaknajlepsza! Ale by to było możliwe, musi sobie jasno i wręcz brutalnie uświadomić:

1. Jakie jest jej rzeczywiste miejsce tu i teraz w Europie,

2. Ile rzeczywiście wnosi tu i teraz do tej wspólnoty – realnej siły politycznej i ekonomicznej,

3. Jakie są realne, a nie marzycielskie szanse na wzmocnienie tych pozycji w przyszłości i jakiej przyszłości, za lat dwa, dziesięć, piętnaście,

4. Na ile jest w stanie do tych perspektyw przekonać pozostałe państwa i jakie!

Tylko z odpowiedzi na te pytania wynika poziom rozsądnych oczekiwań (roszczeń), które można stawiać na forum europejskim. Wszystko inne jest tylko awanturnictwem, zawsze dla Polski złym.

By argumentacja Polski była skuteczna, musi ona mówić językiem Europy, czyli takim, jakim się dziś w polityce europejskiej rozmawia, bo tu nie ma miejsca na sentymenty, ani historyczne, ani etyczne. Nie znaczy to wcale, że te kategorie w Unii nie funkcjonują. Wręcz przeciwnie! Jednak służą rozumieniu nie roszczeniom. Polityka jest dziś nadzwyczaj praktyczna.

Musimy pamiętać, że dzisiejsze decyzja zapadają na terenie politycznym i dyplomatycznym, a oba te tereny bynajmniej nie są tym samym terenem. Polityka jest zestawem działań publicznych, dyplomacja jest terenem spokojnych, niesłychanie delikatnych działań realnych, które się potem w kostium polityczny ubiera. Kształt polityki powstaje w gabinetach ludzi, którzy się nawzajem szanują. By się szanowali, muszą się rozumieć. Stąd taka waga języka politycznego i stylu politycznej gry. Tu oczywiście rację ma premier Tusk, gdy mówi, że trzeba mieć autorytet w najbardziej wpływowych klubach politycznych czy parlamentarnych. To nie jest żadne sekciarstwo czy inne tam bzdury, którymi dziś ludzi straszy w Polsce Pis czy Linke w Niemczech. Gdy zdamy sobie sprawę jakiej wagi i delikatności ustala się rozwiązania, mające przecież wpływ na życie setek milionów ludzi, to jest oczywiste, że pracuje się nad tym w skupieniu specjalistycznych, odpowiedzialnych elit, a nie na rozgorączkowanych placach wiecowych czy politycznych imprezach. Robienie polityki z tłumem za plecami to też czysta bolszewia, chociażby była realizowana w „ornacie” czy „kontuszu”. Oczywiście, że to co się ustali w najbardziej wpływowych klubach parlamentarnych ma dla każdego największe znaczenie. Trzeba się więc do nich dostać! Trzeba na to zasłużyć tym, że wykazuje się odpowiedni poziom myślenia i obyczaju, do którego należy przede wszystkim – nie walczyć o swoje kosztem innych – co tak do końca jest mało możliwe, więc powiedzmy – walczyć o swoje, myśląc o interesach innych – co już jest możliwe – czyli poszukiwanie optymalnego interesu dla wszystkich tu i teraz.

To nie jest żadne kapitulanctwo – to jest rozsądek. Inna postawa jest z gruntu zupełnie samobójcza.

M.I. – A jak w tym wszystkim wygląda przeciętny obywatel?

S.R. – Przede wszystkim musi rozsądnie wybrać swych przedstawicieli, bo na tym polega demokracja, która dziś obowiązuje nas wszystkich. Tak więc udział w wyborach jest naprawdę obywatelskim obowiązkiem.

Natomiast obywatel Polski musi sobie zdać sprawę z tego, że coraz bardziej będzie i to w szybkim tempie – obywatelem Europy, coraz bardziej niż Polski. To proces, którego nie da się zatrzymać. Nie znaczy to, że ma przestać być Polakiem! Chodzi o to by nie był Polakiem przeciwko Anglikowi, Niemcowi czy Włochowi, by zrozumiał, że to tak jakby Kujawiak chciał być bardziej Kujawiakiem niż Polakiem. To jest absurd. Unia Europejska rozwija się w tym kierunku, by tak jak Kujawiak jest Polakiem tak Polak był Europejczykiem – Polak, Niemiec, Holender czy Grek. Dlatego trzeba właśnie rozumieć interes w Europie np. Irlandczyka jako „mój”, chociaż jestem Polakiem i mieszkam w Polsce. Inne myślenie prowadzi do upadku nie tylko europejskich struktur, ale – powiedzmy to jasno - do upadku każdego z nas! Kto nie chce żyć w Europie takiej, jaka będzie, sam sobie będzie winien, że się zmarginalizował. Zwłaszcza w gospodarce. Dlatego eurosceptycyzm jest dziś tak groźny dla Polski.

Polonia Polacy w Niemczech