|
Paweł Woźnica
Unia solidarności czy interesu?
Solidarność to jedno z najważniejszych słów, które zrobiło karierę w kulturze końca XX wieku jako specyficzny sposób myślenia o stosunkach społecznych. Jednak używanie go dziś w odniesieniu do Unii Europejskiej jest nieporozumieniem, bo „solidarność” to przede wszystkim stanowisko „etyczne”. W gospodarce i polityce używa się raczej terminów takich, jak „współpraca”, „wspólnota interesów” itp. Unia nie jest też jeszcze państwem, toteż nie ma obowiązku określania etycznych, społecznych zasad współistnienia swych obywateli! Jest strukturą zajmującą się międzypaństwowymi stosunkami gospodarczymi! Obecna „filozofia” unijna opiera się na przeświadczeniu, że „by móc (cokolwiek), trzeba najpierw mieć (sporo)” bo od samego początku, była organizacją interesów.
Zdajmy sobie przede wszystkim sprawę i z tego, że Polsce zawsze chodziło o wstąpienie do Unii, jako organizacji właśnie – gospodarczej, która umożliwi nam szybki i nowoczesny rozwój w sferze „mieć”. Nie ma się czego wstydzić! - a to, że dzisiaj próbujemy (z resztą z dobrym skutkiem) wpływać na jej oblicze głębiej pojęte – wielka nam za to chwała! Nie próbujmy jednak zrobić z niej nagle czegoś, czym nie była i nie jest!
Potrzeba oparcia unijnych zasad współpracy gospodarczej na jakimś gruncie etycznym dopiero – i to powoli – się rodzi!! Tak więc, wszystko co wiąże się z pojęciem „solidarność”, może być dziś rozpatrywane jedynie w kategoriach przyczynku do europejskiego myślenia praktycznego, czyli politycznego i ekonomicznego. Nie znaczy to bynajmniej, że jest mało ważne!! Wręcz odwrotnie!
Wartość działań solidarnych rozumie już każdy polityk. Z ekonomistami gorzej, bo zbyt często pojęcie „solidarności gospodarczej” kojarzy się z pojęciem „solidaryzmu”, które było podstawą różnych komunistycznych wcieleń. To, co dziś zawodowy ekonomista może zrozumieć np. z wypowiedzi polskiej opozycji, to właśnie solidaryzm, a nie solidarność. Bowiem solidarność polega tak samo na otrzymywaniu, jak i na dawaniu! – na możliwości rezygnacji z własnego interesu na rzecz logiki całości procesu, w którym się bierze udział. Gdy biedniejszy uważa, że bogatszy powinien się z nim zaraz dzielić, to zabija sam siebie i swoją przyszłość. To tak, jakby wchodzący dopiero w życie syn żądał od ojca, który ma sukces w swej firmie, by od razu się z nim podzielił. W ten sposób nie tylko osłabiłby firmę ojca, ale i naraziłby ją na ryzyko upadku. To dla ekonomisty jest jasne jak słońce.
Żądania, które dziś niekiedy się słyszy w niektórych głosach z Polski, są oparte na takim właśnie błędzie – bo mylą pojęcie solidarności z solidaryzmem. W przypadku Polski zdrowo pojęta solidarność europejska polega na włączaniu się we wszystkie działające w Unii mechanizmy gospodarcze, a ze strony Unii na ułatwianiu Polsce tego działania! I w mojej ocenie tak właśnie się dzieje, a pretensje polskiej opozycji to czysta demagogia i prymitywny populizm. Unia dokładnie rozumie, że w jej interesie jest, by było jak najmniej biednych! By właśnie ci, jak najszybciej stali się użytkownikami jak największej części jej produktu! Biedny zawsze jest bogatemu „kulą u nogi”. Dziś, co do tego nikt wątpliwości nie ma.
W realizacji tej zasady występują oczywiście różne błędy i zachwiania, które muszą występować w kontakcie ze sobą tak odmiennych warunków gospodarczych w starych i nowych państwach Unii. Jednak uważam, że zasada – bogaćmy się wszyscy jak najszybciej – jest realizowana poprawnie i bez jakiejś tam zamierzonej dyskryminacji słabszych. Takie lęki, to zwykłe fobie, z czego nie wynika, że nie trzeba walczyć o swoje! – Ale właśnie bez lęków i fobii, które są jedynie dowodem słabości i głupoty!
A jeśli chodzi o imponderabilia! – Traktat Lizboński musi jak najszybciej wejść w życie właśnie dlatego, by solidarność (dobrze pojęta) mogła modyfikować treść europejskiego pojęcia „interes”. Dotychczas współpraca w Unii opierała się na czymś w rodzaju regulaminów. Traktat po raz pierwszy ujmuje również głębsze zasady współistnienia, chcąc być zalążkiem Konstytucji. Nie jest doskonały! Ale bez niego proces stanie w miejscu, czyli zacznie się cofać na pozycje dla nas niekorzystne.
Polonia Polacy w Niemczech
|