Polacy w Niemczech 4

 

Słuchaj radia

po polsku

Polacy w Niemczech 5

kliknij - tutaj

 

Polacy w Niemczech 8

Zamów

Magazyn Polonii

PO-PROSTU

www.po-prostu.eu/

Polacy w Niemczech 9

Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

Zdrowie
w rodzinie!
 
Polacy w Niemczech 10
 
kliknij
Wiecej info

Pomoc psychologa!

 
Polacy w Niemczech 11
 
kliknij
Wiecej info.
Medycyna naturalna!
 
Polacy w Niemczech 12
 
 
Kliknij - Wiecej info.

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

Polacy w Niemczech 13

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

Tłumacz

przysięgły języka

POLSKIEGO

DOMINIKA HILGER

kliknij - Wiecej Info.

Tłumaczenia i

Informacje

Polacy w Niemczech 14

kliknij - Wiecej info.

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

Polonia w Niemczech 6

Inga Witerska - My to już inne pokolenie - Reportaż z Wołynia

- Nasze dziady to ze sobą wojowały, ale my to już nie. My to już inne pokolenie - uśmiecha się do mnie 50-letnia kobieta w zatłoczonym przedziale pociągu relacji Kowel - Odessa - No sztoby pani nie była głodna w naszej Ukrainie - dodaje, kładąc przede mną na kawałku gazety pajdę chleba z wiejską kiełbasą.
Tak zaczyna się moja podróż przez wołyńskie bezdroża i chutory - tereny na których w pamiętnych latach czterdziestych XX wieku rozegrał się dramat wielu tysięcy polskich obywateli. Szczególnie interesujący wydaje się obwód rówieński, stanowiący przed drugą wojną światową część województwa wołyńskiego. To tu rozegrały się najbardziej krwawe walki pomiędzy ukraińskimi oddziałami UON-UPA a polską ludnością. Zdecydowana większość osób polskiej narodowości ratując życie zdecydowała się opuścić swą "małą ojczyznę", korzystając z możliwości repatriacyjnych. Przez cały okres USRR przedstawicieli polskiego narodu na terytorium byłego Wołynia oficjalnie po prostu nie było.
A jednak garstka przetrwała.

Wołyńskie Poliaki

Dziś w obwodzie rówieńskim żyje kilka tysięcy osób, deklarujących polskie pochodzenie. Według ostatniego, jeszcze radzieckiego spisu z 1989 roku, na terenie obwodu mieszka niewiele ponad trzy tysiące osób pochodzenia polskiego (3.032 tys.), z czego ponad tysiąc zamieszkuje miasto Równe (1. 084 tys.).
Większe skupiska Polaków można spotkać w miastach powiatowych jak Zdołbunów, Kostopol, Ostróg, Dubno, gdzie działają parafie rzymsko-katolickie i Towarzystwa Kultury Polskiej. W rzeczywistości osób z polskim pochodzeniem jest znacznie więcej. Według szacunkowych wyliczeń prezesa Towarzystwa Kultury Polskiej w samym Równym jest ponad siedem tysięcy Polaków. Zdaniem Jurija Płyski - pracownika naukowego jednej z wyższych rówieńskich uczelni - społeczność polska w tym mieście liczy około dwóch tysięcy osób, z czego swą przynależność do polskiej narodowości przez kontakty z kościołem lub polskimi towarzystwami deklaruje osiemset mieszkańców Równego. Ludność polskiego pochodzenia pozostała również w wioskach na terenie obwodu, ale nie przyznaje się już ona do polskiego pochodzenia. Jedni ulegli ukrainizacji, inni żywią wciąż obawy co do reakcji ukraińskich mieszkańców.
Nie wszyscy są potomkami Polaków zamieszkujących na tych ziemiach przed II wojną. Liczną grupę stanowią przesiedleńcy zza Zbrucza, z Podola, z terenów dawnej Galicji, czy też repatrianci z Kazachstanu. Oni nie znają nacjonalizmu ukraińskiego. Znają za to łagry, więzienia, dyskryminację za przynależność narodową. Przeżyli wiele, a i dziś, w niepodległym państwie ukraińskim, nie jest im łatwo.
Obecność potomków polskich na terytorium, stanowiącym przed drugą wojną światową integralną część Rzeczpospolitej Polskiej, wciąż budzi tu kontrowersje. Tym bardziej, że tereny obwodu rówieńskiego stanowią dzisiaj swoiste zagłębie nacjonalistycznych organizacji i stowarzyszeń.
Aktywnie działają tu partie o profilu narodowym, spośród których można wymienić Ukraińskie Zgromadzenie Narodowe, partię powstałą w 1991 roku z połączenia kilku drobnych grup nacjonalistycznych, która znana jest na Ukrainie jak i poza jej granicami jako UNA-UNSO (Ukraińskie Zgromadzenie Narodowe - Ukraińska Narodowa Samoobrona). Na terenach tych działa ponadto mnóstwo innych drobnych grup o orientacji nacjonalistycznej, jak organizacja weteranów UPA, kluby Stepana Bandery, nacjonalistyczne związki młodzieży, itp. Dużymi wpływami cieszy się również ugrupowanie "Ruch" czyli Ludowy Ruch Ukrainy na Rzecz Przebudowy, określane mianem Ruchowców. To właśnie ta partia odpowiada za organizację widowiskowych manifestacji czy też imprez, jak chociażby co roczne obchody związane z osobą Stepana Bandery.

Pomogę, ale podania nie napiszę

Pod koniec lat osiemdziesiątych osoby o polskich korzeniach z bijącym sercem "wychodziły z ukrycia". Poczucie strachu co do reakcji strony ukraińskiej towarzyszyło przede wszystkim pierwszym nabożeństwom w odzyskiwanych kościołach.
- No tak wspominam '87 rok kiedy po raz pierwszy odprawiano mszę świętą w bocznej kaplicy w katedrze - opowiada jeden z miejscowych księży, z pochodzenia Polak - Nas była garstka, jakieś 15 osób i to było akurat na Boże Narodzenie i usłyszeliśmy taki śpiew w języku ukraińskim. Wystraszyliśmy się początkowo, że już idą nas może i mordować, ale tu wchodzą z chorągwiami z cerkwi prawosławnej autokefalnej i pozdrawiają nas z naszym świętem z Bożym Narodzeniem i my rozpłakaliśmy się i zaczęliśmy nawet później śpiewać wspólnie z Ukraińcami wszystkie nasze kolędy. To było takie największe nasze wzruszenie... i później - dodaje ze łzami wzruszenia w oczach - między nami nawiązała się przyjaźń, że sporo młodzieży ukraińskiej jeździło na spotkania z papieżem do Częstochowy.
Ciążący od pokoleń strach początkowo przeszkadzał w zamanifestowaniu swego polskiego pochodzenia i zapisaniu się do zawiązanego niedługo po zarejestrowaniu parafii Towarzystwa Kultury Polskiej.
- To było widać. Na przykład jeden mówi do mnie: Wiesz ja ci pomogę, ale podania nie napiszę, było tak... - wspomina początki działalności towarzystwa pani prezes.
Dzisiaj Towarzystwa Kultury Polskiej działają tu bardzo prężnie. Organizowane co roku imprezy, mające na celu promocję kultury polskiej, stanowią dużą atrakcję dla mieszkańców tego rejonu, tym bardziej, że odbywają się one z przysłowiową dużą pompą. W Dniach Kultury Polskiej, inicjowanych w Równym pod - jak podkreśla pani prezes - bardzo aktualnym tu hasłem: "Kultura wspólnym dorobkiem", uczestniczą lokalni artyści, władze miasta a także zaproszeni goście z Polski i innych krajów. Prezes TKP z dumą pokazuje zdjęcia - pamiątkę pozostałą po organizowanej przez nią imprezie, która odbywała się na głównym placu. Na zdjęciu widać plac z szaroburym postradzieckim budynkiem kinoteatru, bliżej, w centralnym punkcie, olbrzymich rozmiarów pomnik Tarasa Szewczenki. Ukraiński wieszcz z miną pełną troski i zadumy, spokojnym wzrokiem rejestruje przebieg widowiska.
- To dwa lata temu na placu centralnym, na majdanie niezależności wszystkie zespoły, autokary, eskorta autokarów, wszyscy wyszli w strojach z Polski, z Siedlec, Zaolzie, Równe, Zdołbunów, Ostróg... - komentuje fotografię pani prezes.

Skąd wasz ród

Aby hasłu "Kultura wspólnym dorobkiem", przyświecającemu rokrocznym obchodom Dni Kultury Polskiej stało się zadość na uroczystości zapraszani są goście nie tylko z Polski i innych państw ościennych, ale także wszystkie mniejszości jakie tylko są na terenie obwodu. Ma to być wyrazem tolerancji i poszanowania dla odmienności narodowej i kulturowej.
- Ukraińców zapraszamy, chociaż tylko na koncert. Tak samo Czesi przyjeżdżają, Białorusini, Polacy... wszyscy. I mniejszość niemiecką zapraszamy i czeską i jaka tylko w Równym jest i władze... - tłumaczy pani prezes.
Początkowo takie pokazowe imprezy budziły sprzeciw u licznie obecnych na terenie obwodu rówieńskiego ukraińskich ugrupowań nacjonalistycznych.
- Na przykład po pierwszym tygodniu kultury polskiej - wspomina pani prezes - napisali w takiej nacjonalistycznej gazecie, że my jesteśmy zaprzedańce, że za kawałek zgnitej wędliny sprzedajemy się Polakom, że my nie wiemy skąd nasz ród, chociaż hasłem dnia niepodległości było napisane "skąd nasz ród".
W chwili obecnej takie antypolskie wystąpienia zdarzają się już coraz rzadziej. We władzach miasta znaleźli się ludzie młodzi, którym zależy na odrodzeniu kulturalnym miasta, zależy na współpracy i dobrych stosunkach z polską mniejszością. Poza tym polskie ośrodki ugruntowały już swoje pozycje a ich przedstawiciele, jak to określa pani prezes, starają się bardzo delikatnie, kulturalnie i dyplomatycznie postępować. Takie właśnie dyplomatyczne, pełne zrozumienia dla drugiej strony działania, są w tych warunkach konieczne.
- Młoda władza ukraińska też ma różne presje - tłumaczy prezes jednego z oddziałów Towarzystwa Kultury Polskiej - Tutaj jest mocne skrzydło nacjonalistyczne ukraińskie i gdybyśmy niedelikatnie do pewnych spraw podchodzili to mielibyśmy problemy, a komu one są potrzebne. Dla towarzystwa są niepotrzebne. Dla władz miejskich też nie są potrzebne. Także uważam - podsumowuje prezes - że nasza działalność jest jak najbardziej stosowna do momentu historycznego, stosowna do naszych warunków, tej mentalności małomiasteczkowej, w sumie absolutnie odpowiednia.

My was przepraszamy

Wielkie emocje wciąż budzą podejmowane przez stronę polską próby upamiętnienia miejsc tragicznej śmierci polskich obywateli z rąk UPA. Prezes Towarzystwa Polaków Rówieńszczyzny opowiada, jak odbywały się święcenia pomnika ku czci pomordowanych polskich mieszkańców Janowej Doliny. Na uroczystość przyjechały autokary aktywnych działaczy UNA - UNSO. Gdy do Janowej Doliny przybyła polska delegacja zaczęły się protesty i wystąpienia. Polska strona, ulegając sugestiom władz miejskich, że "włos im z głowy nie spadnie, ale po co z tamtymi zadzierać", zdecydowała się opuścić miejsce pamięci. W drodze powrotnej zatrzymali ich mieszkańcy Janowej Doliny i gorąco przepraszali za postawę nacjonalistów:
- Wybaczcie, my janowcy was przepraszamy. My tego nie chcemy, my to wszystko wiemy. To oni, ci ruchowcy - tłumaczyli.
Wielu przedstawicieli świata kultury, jak również lokalnych władz i stowarzyszeń, podejmuje się zadania łagodzenia konfliktów. Liczne próby miałyby prowadzić do pojednania zwaśnionych w nieodległej historii narodów: polskiego i ukraińskiego. Pierwszy prezes Towarzystwa Kultury Polskiej w Równym opowiada jak wspólnie z Towarzystwem Ukraińców Przesiedlonych z Chełmszczyzny i Podlasia - "Chełmszczyna" zorganizował koncert promujący ideę przyjaźni między narodami.
- We Lwowie była wtedy taka sytuacja, że Ukraińcy przesiedleni z chełmszczyzny i podlasia połączyli się z prawicą i zaczęli wspólnie występować przeciw Polakom. I my tak chcieliśmy zrobić im na przekór, bo przecież przyjaźń powinna być między nami. Przecież powinniśmy żyć razem.
Na koncert przyszło ponad tysiąc osób.

Wszyscyśmy jedno w Chrystusie

Od kilku lat działa w mieście Międzywyznaniowa Rada Kościołów, której inicjatorem był duszpasterz rzymsko-katolicki, proboszcz parafii Piotra i Pawła, ksiądz Władysław Czajka. W lokalnej prasie ukazał się krótki artykuł na temat działalności rady pod wiele mówiącym tytułem "Pojednała dobroć". Na zdjęciu prawosławny batiuszka, ksiądz Czajka, pastor ewangelicki, rabin uśmiechnięci od ucha do ucha trzymają się pod ręce.
- A tak spotykamy się od czasu do czasu i jak nam coś mądrego do głowy przyjdzie to robimy. Na przykład urządzamy tutaj wspólne marsze pod pomnik Szewczenki, który stoi na centralnym placu w mieście i wołamy: Wszyscyśmy jedno w Chrystusie - śmieje się ksiądz proboszcz.
Taka ekumeniczna polityka nie zapobiega jednak nieprzychylnym reakcjom niektórych przedstawicieli ukraińskiej większości. Kościół rzymsko-katolicki wciąż kojarzony jest na tych terenach z polskością.
- U nas na tych ziemiach zawsze tak było, że kościół rzymsko-katolicki to jest kościół polski - opowiada ksiądz z parafii rzymsko-katolickiej w Zdołbunowie - Nawet jak za sowietów w budynku świątyni był sklep meblowy to Ukraińcy nie mówili, że idą do sklepu ale do polskiego kościoła.
Jeden z księży, który przyjechał właśnie do Równego z odległego o kilkanaście kilometrów Ostroga opowiada, jak w cerkwi podlegającej pod moskiewski patriarchat zawieszono przy wejściu rysunek drzewa, symbolizującego kościoły chrześcijańskie. Główny pień drzewa reprezentuje zdaniem autora rysunku kościół prawosławny, a najgrubsza gałązka która odchodzi od głównego pnia to kościół rzymsko-katolicki.
- To jest takim zgrzytem malutkim, ale tak jest to w tej cerkwi przedstawione. Nasz duchowny namalował inne drzewo. On wydał w języku rosyjskim u nas książkę "Ty utwierdzaj braci swoich", takiego swego rodzaju kalendarium ekumeniczne i tam zamieścił drzewo na odwrót. Główny pień to jest kościół rzymsko-katolicki, a największa gałąź, która odpada, to jest kościół prawosławny. Także teologia drzewa jest ta sama, tylko zależy z którego punktu widzenia się patrzy - śmieje się ksiądz.
Zdarza się, że polski charakter kościoła wywołuje ostrzejsze reakcje niektórych przedstawicieli ukraińskiej większości. W Kostopolu, gdzie budowana jest nowa świątynia, reakcje strony ukraińskiej bywają bardzo różne. Jedni cieszą się, że miastu szyku doda piękny architektonicznie budynek, inni w stanie alkoholowego upojenia straszą: a niech zbuduje się, to my spalimy.
- Bardzo różne reakcje bywają, ale większość to ja myślę, idzie od głupoty człowieka, od jego wychowania, od jego kultury. Im więcej człowiek kulturalny, to on sobie nie pozwala tak powiedzieć, ale większość tak. Ta niechęć, ta zła świadomość to tak przez pokolenia idzie. Bardzo bym chciał, żeby tego nie było - zwierza się ze swoich trosk prezes tamtejszego towarzystwa kultury polskiej.
Miejscowi duszpasterze rozwiązanie tego konfliktu widzą w ukrainizacji liturgii, co z kolei spotyka się ze sprzeciwem miejscowych Polaków. Trudno się dziwić. Mieszkający na terenie Równego Polacy garnęli się do świątyni w nadziei, że usłyszą mowę ojczystą, którą przechowywali na kartach pisanych ręcznie modlitewników i książeczek do nabożeństwa. A teraz zamiast słów: "Przyjdź królestwo Twoje" słyszą: "Pryjty carsto Twaje".
Waldemar Chorążyczewski - poeta, lokalny mistyk i filozof, człowiek ogromnej wiary, do którego kieruje mnie proboszcz rówieński, długo gładzi ręką swoją nienaturalnie długą białą brodę:
- Jak ja słyszę polski język, to mi łzy stają w oczach, moje serce chce aby wszystko w kościele było po polsku. Mnie powołał Pan Bóg polski i to trudne dla mnie odczuwać w kościele więcej słów po ukraińsku, ale przecież - mówi z naciskiem poeta - kościół katolicki to kościół wszystkich katolików, nie tylko Polaków.
Inny z rówieńskich Polaków ukrainizację kościoła kwituje krótko - Przecież nie mógł kościół wyglądać jak biała wrona.

Dwa bratanki

O tym, że przyjaźń między Polakami a Ukraińcami jest jeszcze bardzo krucha świadczy jeden z incydentów, do jakiego doszło w Polsce, a którym przez długi czas żyła ukraińska prasa. Pod Lublinem polski policjant zastrzelił ukraińskiego kierowcę, który podróżował na czeskiej rejestracji. Ta historia wywołała ogromne poruszenie wśród Ukraińców. Skrywane dawne niechęci i urazy znalazły swój upust.
- W prasie lokalnej ukazało się wiele artykułów w stylu jacy to Polacy niedobrzy, jacy źli, że po co my uczymy języka polskiego - wspomina pracująca w Równym nauczycielka języka polskiego.
Inna z rówieńskich Polek z drżeniem w głosie opowiada, jak po owym incydencie jej sąsiad, z którym przez wiele lat żyła w najlepszej przyjaźni, przyszedł do niej specjalnie by powiedzieć jej bolesne słowa: A jednak ci Polacy to swołocz.
Pracujący na terenie obwodu ksiądz, zapytany o polsko-ukraińskie relacje, odpowiada krótko:
- Na codzień i oficjalnie to nie ma jakiś napięć, nienawiści, tylko na weselach jak sobie popiją to się wyzywają: Ty lachu, albo ty niedorezany lachu i w odwrotną stronę ty kacapie, ty rizunie.
Co do jednej sprawy wszyscy tutaj bez względu na pochodzenie narodowe czy wyznanie są zgodni. Nadzieja na przełamanie ciążącej wciąż na wzajemnych kontaktach bolesnej przeszłości tkwi w młodym pokoleniu, które doskonale wie, że nawiązanie poprawnych stosunków z zachodnim sąsiadem to milowy krok w przyszłość.
I co ciekawe; nie mogę powiedzieć, aby drażniły mnie ukraińskie słowa popularnej w Polsce piosenki, która tu na Ukrainie rozbrzmiewa w większości kościołów:
Ne straszno mi gdy temno je, batko za ruku wede mene.

Polonia Polacy w Niemczech