|
Co to jest wina, grzech, przestępstwo w sensie chrześcijańskim.
W refleksji na temat winy najważniejsze jest rozróżnienie pojęcia winy w sensie jurystycznym (prawa ustanowionego i stosowanego przez ludzi) od pojęcia winy w sensie religijny. Są to dwa, różne sobie pojęcia!
Zasadnicza różnica; - wina w pojęciu jurystycznym realizuje się (zachodzi) głównie w sferze materialnej egzystencji ludzkiej. W tej sferze realizują się jej skutki i na terenie tej sfery może być kwalifikowana. Natomiast wina w sensie religijnym realizuje się na poziomie ontycznej (prościej powiedziawszy – podstawowej) egzystencji osoby.
Wina w sensie religijnym wynika nie z charakteru czynu samego (jego obiektywnego znaczenia), ale konstytuuje ją rodzaj stosunku osoby czyniącej do Boga i Boga do tej osoby. W tym sensie, w pojęciu chrześcijańskim, błędem jest wszelka “unifikacja winy”. Każdy czyn osoby może być rozumiany jako wina lub zasługa jedynie w odniesieniu do tej jednej jedynej osoby, a nawet w odniesieniu tylko do konkretnego fenomenu – przynajmniej w sensie wartościującym.
By to zrozumieć przypomnijmy, że według doktryny każda osoba jest jedynym, niepowtarzalnym tworem Boga, od którego otrzymuje ona jedyny, niepowtarzalny zestaw cech i możliwości umożliwiający jej realizację boskiego celu, w którym została stworzona. Stąd osoba posiada własne, niepowtarzalne sumienie, będące zasadniczym miejscem “spotkania”. Sumienie i tylko sumienie pozwala człowiekowi rozpoznać, przynajmniej częściowo, “wartość” czynu, jaki uzyskał on “w oczach Boga”. Tak rozumiany czyn realizuje się w kategoriach winy lub zasługi – właśnie religijnej, w odróżnieniu od jurystycznej, gdyż w tych kategoriach jedynie Bóg może i dokonuje jego oceny, wartościując w swym miłosierdziu czyn w procesie realizacji nałożonego na osobę “zadania” (egzystencji).)
Przedstawiona wyżej, swoista personalizacja winy i zasługi, może być niekiedy atakowana jako jakiś pokrętny relatywizm moralny z pozycji pojęć prawa naturalnego, filozoficznej czy antropologicznej interpretacji “rodzaju ludzkiego”, gdy potraktujemy go (ten rodzaj) jako w całości stworzony i w całości obdarzony Objawieniem, a więc i ontycznie pojmowanymi normami postępowania, chociażby w postaci Dekalogu. Atak taki byłby jednak przesadnym uproszczeniem zaprezentowanego wyżej stanowiska, gdyż jedno z drugim nie stoi w sprzeczności żadnej! Będziemy się tym zajmować dalej.
Z tego osadzenia omawianej tu winy w stosunku Bóg-osoba, wynika pojęcie grzechu. Ono właśnie ujmuje ową wyżej opisaną różnicę. Tak więc, zastosowane wyżej pojęcie “winy religijnej” jest dla nas jedynie terminem technicznym na użytek filozofii czy filozofii religii, natomiast na terenie rozważań w ramach systemu religii chrześcijańskiej lepiej jest posługiwać się pojęciem “grzech”.
Nim przejdziemy do wskazania kilku istotnych implikacji grzechu w świecie kultury religijnej i samej religii współcześnie, poczyńmy tu ważną uwagę. Z wyżej wskazanych względów grzech nie może w żadnym wypadku być w jakikolwiek sposób brany pod uwagę na terenie jakiegokolwiek rodzaju prawa stosowanego, jako ontycznie inny rodzaj winy!
A więc grzech!
Definiując w skrócie – jest sprzeniewierzeniem się ofiarowanemu osobie stosunkowi miedzy Bogiem a nią – z którego to stosunku wynikają konkretne (zadane) zasady działania osoby, jej realizacja siebie (czyli realizacji bożego planu w stosunku do niej), do czego została przez Boga uzdolniona!
Dzisiejszemu człowiekowi nie jest łatwo zrozumieć tę definicję w sensie jej implikacji praktycznych. Jedyną pomocą może tu być dar boży – sumienie – jako jedyna instancja wartościująca, wspomagana sakramentami.
Wynikałoby stąd, że osoba (bo wszakże sumienie jest jedynie jej atrybutem), jest w kategoriach grzechu ostateczną instancją wartościującą. Tak jednak nie jest! Z tej to przyczyny, że wskazany wyżej “stosunek między Bogiem i osobą”, jako zasada konstytuująca egzystencję osoby, nie jest w żadnym wypadku w jej dyspozycji! Jest stosunkiem obu stron, którego zasady są określone (lepiej byłoby powiedzieć – ofiarowane) przez Boga!
Jak osoba (jej sumienie!) może rozpoznać ocenę boską swego czynu (?) jedynie za pomocą znaku – a jedynym takim znakiem jest - sakrament!
Dlaczego?
Bo “miejsce spotkania” człowieka z Bogiem – sumienie – jest tak samo, na mocy bożej decyzji, w swoistej dyspozycji zarówno osoby jak i Boga. On ofiaruje jego potencjał, natomiast jego “kształt” jest wynikiem zarówno zewnętrznego oddziaływania nań (np.kultury) jak i własnej pracy osoby nad wykorzystaniem tego powierzonego potencjału.
W przypadku osoby, pierwsza ocena czynu w kategoriach grzechu lub zasługi, w jakimś stopniu niezależna od boskiej, następuje na terenie sumienia.
To dowód na wolność osoby, ofiarowaną jej przez Boga!
I tu zaczyna się kwestia odpowiedzialności, gdyż wspomniany wyżej “kształt” sumienia w dużej mierze - zależy od nas!
Kościół – dokładniej jego prawo kanoniczne – w pewnym stopniu nam sytuację ułatwia, relatywizując niejako kategorię grzechu na rzecz człowieka, stwierdzając, że zachodzi on wówczas, gdy dokonujemy go w pełni świadomie, czyli rozumiejąc dany czyn jako grzech, niejako przed następującą po nim oceną sumienia, czyli popełniamy czyn – w pełni świadomie i rozumiejąc wszystkie implikacje wybieramy zło. Podstawą tego stanowiska Kościoła jest przede wszystkim wiedza o nieograniczonym miłosierdziu Boga, które w kategoriach osoby każe Kościołowi wartościować jej czyny zawsze na jej korzyść.
Jak widzimy, nie jest to żadne ułatwienie w sensie ostatecznym. Jest jedynie realizacją uprawnienia osoby do tegoż miłosierdzia! – bo rzeczywiście mamy do tego prawo z mocy samego Objawienia!
Rola sumienia i jego suwerennego prawa oceny dokonanych czynów w historii religii chrześcijańskiej była oczywiście różna i niejednokrotnie zależna od otaczającej religię kultury. Ważne dla nas teraz jest tu przypomnienie, że działalność Chrystusa zapisana w Ewangeliach zdaje się nam dziś podkreślać suwerenność sumienia, gdyż nawet On sam wielokrotnie pozostawia ocenę postępowania samym “grzesznikom”, z którymi się styka – ale przede wszystkim – pomagając, pozostawia im inicjatywę w przewalczeniu grzechu!! - a w spotkaniach z “grzesznikami” niekiedy nawet jakoby ich grzechu „nie dostrzega”, a przynajmniej go nie akcentuje. Tak dzieje się w przypadku celników, Samarytan i innych osób uznawanych na ówczesnym poziomie świadomości religijnej za osoby grzeszne, wręcz z tego powodu nieczyste. Owo specyficzne oderwanie grzechu od uznawanych na terenie obowiązującego w danym momencie prawa i “powszechnego poczucia grzechu”, a więc zewnętrznej (pozaosobowej) oceny czynów za grzeszne, jest kolejną rewelacyjną cechą świadectwa chrystusowego w historii wartościowania postępowania człowieka. Jest niewątpliwą wskazówką, że terenem tej kategoryzacji jest właśnie osoba w stosunku do Boga, a nic innego.
Tak więc, tej kategoryzacji nie da się oderwać od tego czym jest osoba czyniąca in status ascendi!
Wobec tego można by powiedzieć, że Bóg zadaje nam kategorię grzechu jakoby zawsze dostosowując ją do osoby i jej statusu w otaczających i kształtujących ją warunkach.
Stwierdzenie to znów pachnie jakimś rodzajem relatywizacji pojęcia grzechu. Ale tak jest w istocie! - bo skoro całość realizacji boskiego planu zbawienia świata dana nam została w czasie i w procesie rozwoju, to pewien specyficzny proces relatywizacji jest w pełni uprawniony. „Relatywizacja” ta polega na zrozumieniu, że człowiek, jako fenomen, został postawiony przez Boga odwiecznie (można nawet powiedzieć – ontologicznie) w sytuacji nie statycznej, zarówno jako osoba podlegająca rozwojowi (czasem degeneracji!), jak i jako ludzkość, podlegająca stałemu procesowi stawania się i to w zmiennych warunkach tak kulturowych, jak i religijnych – gdyż religia, jako stosunek człowieka do Boga, również został przez Boga dana jako droga do zbawienia.
Nie zwalnia to jednak w niczym osoby z obowiązku czujności wobec ordynarnej relatywizacji własnych ocen (!), relatywizacji własnego sumienia - gdyż konstytuującą je zasadą jest stosunek, który niewątpliwie jest stosunkiem wymagającym – na mocy samego aktu stworzenia człowieka „na obraz i podobieństwo boże”, a więc osoby doskonałej, a przynajmniej osoby, której egzystencjalnym przeznaczeniem jest dążenie do utraconej przez grzech doskonałości, do czego to uzdatnia nas przede wszystkim obecność Boga wśród nas i jego Objawienie w Chrystusie Jezusie.
Tak więc, ewangeliczne przesłanie jest nałożeniem na człowieka obowiązku bezustannego określania grzeszności czy zasługliwości własnego postępowania w stosunku do Boga i jego dzieła (świata nas otaczającego), co w uproszczeniu nazywamy kształtowaniem sumienia. A to jest logicznym obowiązkiem w ramach naszej egzystencji, tym bardziej, że Bóg objawił nam i narzędzia i metody potrzebne do wykonania takiego zadania.
Czy obserwowane dziś, swoiste znieczulenie na to przesłanie, jest jedynie człowieczą “winą wobec Boga”, czy kryje się w nim coś z “bożej ekonomii”, drogi ludzkości do wiecznego Jeruzalem? - nie może stanowić nawet przedmiotu ludzkiej dywagacji. Jest tajemnicą tejże ekonomii, co nie zwalnia nikogo z obowiązku bezustannej świadomości, że istniejemy jedynie w ramach stosunku między Bogiem a nami, z czego oczywiście wynikają podstawowe implikacje w stosunkach międzyludzkich i w stosunkach z całością stworzenia, które są tego ontologicznego stosunku konsekwencją.
Tak więc, w sensie praktycznym – nie tylko świadomość istnienia w stosunku Bóg-osoba jest obowiązkiem chrześcijanina, ale też i bezustanna uwaga co i w jakim stopniu jest treścią tego stosunku w naszym postępowaniu. Brak tego elementu można by określić grzechem grzechów, gdyż z tego braku (zaniechania) wynika każdy czyn, który w kategoriach grzechu może być rozpatrywany w naszym sumieniu.
I na koniec! - oczywiście czyny grzeszne często przejawiają się w postaci czynów przestępczych w kategoriach prawa stosowanego (ustanowionego przez człowieka). Zabójstwo jest i grzechem i przestępstwem i może być osądzane przez innych ludzi zgodnie z prawem. Jednak pamiętajmy, że ludzka ocena czynu materialnego nie musi być tożsama z jego boską oceną. Bóg sądzi człowieka i jego czyny wiele głębiej i w ramach swego nieogrnionego miłosierdzia. To właśnie jest “nadzieją przestępców” - że ich czyn nie kończy się ziemską karą, że człowiek ma prawo do poprawy, do nawrócenia, do sprawiedliwej miłości Boga.
Dr Marcin Idziński - fragment książki “Logika wiary”
Polonia Polacy w Niemczech
|