|
Socjologia ilościowa w badaniach nad Polonią
rozmowa z prof. dr hab. Bogdanem Gębskim kierownikiem Zakładu Metod i Technik Badań Socjologicznych Instytutu Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego
-Badania socjologiczne wymagają dziś nowoczesnych metod i odpowiedniego zaplecza technicznego...
-Zajmuje się tym socjologia teoretyczna. Chodzi tu o metodologię oraz ilościowe przetwarzanie danych jakościowych ze wspomaganiem komputera i odpowiednim oprogramowaniem. Takiej obróbce poddawane są badania z socjologii empirycznej.
Problem polega na fakcie, że w socjologii są dwa światy; “ilościowców” i “jakościowców”. Ci np., którzy są kontynuatorami myśli humanistycznej – np. prof. F. Znanieckiego, uważają że odzwierciedleniem stanu rzeczy czy zjawisk społecznych są opisy i sprawozdania.
Natomiast socjologia ilościowa, szczególnie po badaniach prof. K. Szaniawskiego, w końcu lat sześćdziesiątych, trochę się zrewolucjonizowała. Szaniawski wraz z grupą naukowców wydali wówczas niezmiernie ciekawą pracę o socjologii matematycznej.
-Dziś wszyscy doskonale wiemy, że dane ilościowe mają to do siebie, że jest ich potwornie dużo. Jak więc sobie z nimi w socjologii poradzić?
-Aby te dane przetworzyć, jeszcze kilkanaście kat temu, trzeba je było poddać przetwarzaniu komputerowemu – kodowanie danych na specjalnych kartach perforowanych lub później na papierowych taśmach itd. Dawniej to była metoda bardzo droga. Nie bardzo też było wiadomo, co następnie zrobić z tak wielką ilością wyników, powstających z kojarzenia zmiennych według algorytmu “każda zmienna z wszystkimi pozostałymi. Socjolog otrzymywał więc wiele kilogramów wydruków komputerowych. Wyglądało to tak, że jeśli badający miał np. 30 kg ankiet, to otrzymywał np. 110 kg wydruków dość tajemniczo wyglądających.
-Brakowało metody szybkiego odczytywania ankiet i wyciągnięcia z nich odpowiednich wniosków...
-Chodziło tu o zdobycie wiedzy polegającej na tym, jak zadać do tak zgromadzonego materiału badawczego odpowiednie pytania: co z czym skojarzyć. Stosowanie metod taksonomicznych, które są bardzo czasochłonne nie wchodziło w grę.
Dziś np. zbiór wielkości ponad tysiąc osób, mający 120 zmiennych, które kojarzy się na zasadzie każdy z każdym da nam sumę 119 wskaźników, a cała ta operacja zajmie nam na komputerze nie więcej niż 10-15 minut. Na podstawie tych wskaźników możliwe jest przedstawienie struktur współzależności badanego zjawiska W przeszłości, takie prace na starych komputerach domowych, były zupełnie nie do wykonania – chyba, że socjolog sam potrafił programować w dowolnym języku komputerowym.
Niestety socjologia ilościowa rozwija się nadal zbyt wolno. Wielu bowiem socjologów nie zajmuje się samodzielnie przetwarzaniem danych. Nie sztuką jest bowiem szybko przedstawić wyniki swoich badań w procentach, czy ukazać stosunek części do całości, ale sztuką jest skonstruowanie nowego [jakościowego] modelu badawczego.
-Gdzie i jak można wykorzystać tak przetworzone dane?
-Na ich podstawie można np. prognozować, choć w ostatnim czasie firmy prognozujące ostatnie wybory do Sejmu i na prezydenta nie sprawdziły się najlepiej. Może dlatego, że nikt nie mówił na czym polegały błędy.
Trzeba zawsze pamiętać, że kiedy bierze się próbę reprezentacyjną, to zawsze, z jakimś błędem i na jakimś poziomie istotności. Jak się te dwie rzeczy połączy, to przy nieszczęśliwej konfiguracji różnica może dochodzić nawet do 8%. Mamy tu do czynienia z poziomem istotności – obrazowo ujmując – czyli świadomością pewności, że na przykład w 90 przypadkach na 100 jest tak, jak “coś” głoszę i w 10 przypadkach może być inaczej – jest to obszar (wielkość) niepewności.
Z dużym np. prawdopodobieństwem możemy stwierdzić, że jeśli jest bardzo pochmurno, to tak będzie przez cały dzień, ale tylko prawdopodobnie (wchodzimy tu na obszar prawdopodobieństwa subiektywnego). Tak jest z większością programów eksperckich, które pomagają w podejmowaniu decyzji oraz w badaniach socjologicznych.
-Jak to wygląda w praktyce?
-Typowe badania, jakie się dziś w Polsce realizuje na grupach reprezentacyjnych, to te z założonym błędem d=3% i na poziomie istotności p=0.05, czyli w przyjętej konwencji z pewnością 95%. Trzeba zbadać minimum 1067 osób. Problem polega tu głównie na losowym dobraniu tych ludzi (trafność próby). Wielkość błędu można obniżyć do poziomu np. d=0.02 i poziom istotności do p=0.01, ale wtedy trzeba zbadać co najmniej 4160 respondentów. Stosowany najczęściej przyjęty standardowo poziom p=0.05 wymyślono po to, aby badania były jeszcze opłacalne wg zasady “min-max” – jakie koszty ponieść by uzyskać na tyle wartościowe wyniki, że zwiększając koszty poniesione na badania nie uzyska się pewności wyników wprost proporcjonalnie. Wielkość próby reprezentacyjnej jest takim minimum kosztów dla odpowiednio maksymalnego zadowolenia.
Jeśli na kogoś w wyborach będzie głosowało 86% Polaków, a się potem okazało, że do wyborów poszło zaledwie 70% uprawnionych, to gdzie zgubiło się pozostałe 14%? Stan faktyczny jest taki, że na wybory poszli ci, którzy poszli, a nie ci którzy deklarowali, że pójdą. Badania prowadzone są więc zawsze z pewnym prawdopodobieństwem. Prawie 100% pewność można osiągnąć dopiero po zbadaniu połowy populacji. A to już się ani finansowo, ani czasowo nie opłaca – stąd spisy powszechne organizowane są przeważnie co 10 lat.
Czy takie metody zastosować można przy badaniach środowisk polonijnych?
-Przy tych badaniach mamy do czynienia z komplementarnością obrazów socjologicznych. Ktokolwiek spojrzy na jakiekolwiek zagadnienie czy zjawisko społeczne, to rezultaty tych spojrzeń, kilku różnych badaczy, tworzą pewien obraz. Nikt nie ma racji indywidualnie, ale dopiero opinie wszystkich osób tworzą ten poszukiwany przez nas badających obraz.
Bardzo trudne do analizy są wszelkiego rodzaju pamiętniki czy wspomnienia, które mają charakter jakościowy. Nie można ich niestety szybko przeanalizować.
Jeśli chodzi o szybkie badania to powinny to być badania ilościowe. Np. dla Szczecina próba reprezentacyjna (standardowo) wynosi 1064 badanych, o 2 więcej dla Warszawy i o kilka dla całej Polski. Tu nie mamy do czynienia z zależnością liniową, że im więcej ludzi, tym większa próba reprezentacyjna.
Przy badaniu środowisk polonijnych zwrócić należy uwagę na liczebność samej Polonii i poziom, na którym chcemy ją zbadać. Badając ośrodki polonijne spotykamy się z pewną rzeczywistością. W zależności więc od tego, jakie tam postawimy pytania, takie obrazy będziemy mieli. Jeśli zaś będziemy porównać te obrazy, to pytajmy mniej więcej o to samo. Wspólnym mianownikiem różnych środowisk polonijnych są badania ankietowe. Ważne jest również, aby socjolodzy przygotowujący kwestionariusze ankiet dla środowisk polonijnych posiadali pewną znajomość tych środowisk, które będą później badać.
-W jakim kierunku powinny pójść te badania?
-Można zacząć od stabilności osiedleńczej, czyli od badań nad historią polskiego osadnictwa pytając respondentów o to, skąd oni lub ich przodkowie przybyli na zajmowane tereny i od kiedy – swoiste kalendaria rodzinne. W ten sposób można byłoby nawet ustalić wskaźnik na tę stabilność. Potem warto byłoby zbadać drugie i następne pokolenia. Zobaczyć czy i dokąd powędrowały i co się z nimi stało? Ciekawe jest również, jak wyglądało zakładanie nowych rodzin. Kto za kogo wychodził zakładając nową rodzinę? Jaki był stopień małżeństw mieszanych? Można byłoby się też przyjrzeć praktykom religijnym Polonii, co się w nich zmieniło.
Przydałaby się też jakaś fachowa ankieta. Na IV Międzynarodowej konferencji Polonijnej obiecał Pan Profesor, że ją przygotuje.
Słowa dotrzymam. Aktualnie nad nią pracuję.
-Czekamy więc cierpliwie…
Rozmawiał: Leszek Wątróbski
Polonia Polacy w Niemczech
|