|
Bo偶ena Rozbicka - 鈥淒eno鈥
|
Bo偶ena Rozbicka - 鈥淒eno鈥. - 鈥渁utorka tekst贸w pie艣ni i piosenek, poetka 鈥渮niewiadomoczyjej艂aski鈥 - jak siebie nazywa. Nie uko艅czy艂a studi贸w polonistycznych, psychologicznych, socjologicznych, historii sztuki, filozofii i teologii, chocia偶 wszystkie te kierunki studiowa艂a na uniwersytetach, - Jagiello艅skim, Praskim, w Bolonii, Pary偶u, i 鈥淢assaczjusets鈥. Znana w kr臋gach 艣wiatowych tw贸rc贸w Hip-Hopu, wcze艣niej autorka tekst贸w do piosenek 鈥淛oan Bajez鈥 i 鈥淔ranka Sinatry鈥, a tak偶e Pippppo Lippppi, kt贸ry jeszcze si臋 nie objawi艂. Kocham w艂oski i po w艂osku do k艂臋bka si臋 wspinam, a mo偶e kiedy艣 go dosi臋GNE!鈥 - z autobiografii autorki.
Urodzi艂a si臋 w roku 1938 w Krakowie i jak twierdzi - 鈥..nie jest 呕yd贸wk膮, cho膰 w zwi膮zku z profesj膮 matki mog艂aby by膰鈥. Czasem tego 偶a艂uje, ale 偶a艂uje te偶, 偶e 鈥..nie jest Murzynem, cho膰 te偶 mog艂aby by膰 mulatk膮, co wynika z jej kaszubskiego pochodzenia w Krakowie鈥.
Szanuje wszystkich profesor贸w, kt贸rzy nie pozwolili jej sko艅czy膰 studi贸w w 偶adnym zakresie bo wtedy musia艂aby si臋 okre艣li膰. Kocha, gdy wieje wiatr 鈥 oboj臋tne, czy w g贸rach, czy od morza. Obecnie mieszka 鈥渨 sztok 鈥 holmie鈥, jak to miasto nazywa. 鈥淏ywa w Pary偶u, szerokie ma kontakty鈥 jak ka偶e o sobie pisa膰. Jest m臋偶atk膮, ma dwoje dzieci, z kt贸rych syn Saahrah Rozbicki jest politologiem w Departamencie Stanu USA, c贸rka Oh'olera Rozbicka-Saradin jest doktorem medycyny, pracuj膮cym w Kongo w grupie Lekarzy Bez Granic. Jak ka偶e pisa膰 - 鈥渙d 7 lat choruje na raka trzeciej piersi鈥, co nie przeszkadza jej w pisaniu interesuj膮cych wierszy w 4 j臋zykach 鈥 polskim, 鈥渞uskim鈥 - tak ka偶e go nazywa膰 鈥 angielskim i szwedzkim.
|
|
Z tomiku 鈥淩ozhrrrabiammy鈥
Chicago 1994
* * *
macierzy艅stwo
to jest moja c贸rka z naszego podw贸rka
fajna co
ma po艂aman膮 r臋ke w gipsie pomalowanym grafitti
noge pok艂ut膮 szprycami od 11 roku 偶ycia
i gdyby mieszka艂a w kolbuszowej to by mia艂a jeszcze 艣wie偶b i wszy
o ty 偶ycie jak w madrycie
tamte moje c贸reczki i synki co ko艂o 艣mietnika lataj膮
te偶 maj膮 za艂atwione wyroki za odwa偶ne kroki na boki
bo du偶o mam syn贸w i c贸rek z tych tutaj podw贸rek
trzyma mnie przy nich ta sama mi艂o艣膰 zasrana
co do tego barana kt贸ry umar艂 zaraz potem gdy mnie zapyli艂
sk贸rwysyn
a siostra moich dzieci膮tek jedyna jest pani
na ko艅cu 艣wiata lata
i podaj膮 jej jajko na 艣niadanie w kieliszku z chi艅skiej porcelany
taki jest ten 艣wiat porypany
* * *
nakaz moralny
tatusiu pipusiu 艂ap sie za twoj膮 zasran膮 cureczke
co si臋 zasmrodzi艂a troszeczke
kruszynka nasza ma艂a
si臋 obfajda艂a
a gdy j膮 robi艂e艣 to o tym nie 艣ni艂e艣 palancie 艣rednio ma艂y
kochany
tak to z mi艂o艣ci mo偶na dosta膰 md艂o艣ci
Jezu kochany
b膮d藕 b艂ogos艂awiony za matki i 偶ony
co do twej korony cierni dodaj膮 cholery jedne
z kolcami w tatusiowej dupie
niech wiedz膮 na czym siedz膮
bo mi艂o艣膰 to igraszka w fata艂aszkach
a a dziecina jak malina
偶yje po szyje
* * *
dom polski w hamburgu
tak daleko sie oddali艂
ten dom cha艂s chom
co mi go staruszkowie dali i zabrali bo mnie olali
co tam pempowina
dziewczyna sobie roi 偶e sie boi bo j膮 boli
a drze go suka jedna nienasycona bo w艂a艣nie
wzi臋ta w ramiona pierwszy raz
i o tym chomie 艣ni bo go chce
cho膰by za bachora
ta zach艂anna potwora
o rany
Ty co domy dajesz i odbierasz
nas chronisz i poniewierasz
niech da ci ch艂opaka pokraka taka
bo dostanie chilfe i w贸zek
i juzek da jej jeszcze wiele szcz臋艣cia do tego nieszcz臋艣cia
i b臋dzie szcz臋艣liwa dziwa
cz艂owiek jak inni przecie powije dziecie
Niemcy 1985
* * *
z tomiku鈥淲yryczanki鈥
Monachium 2004
* * *
brzydota
na linie wisz膮 gacie klamry prze艣cierad艂a czasem te偶
m艂odzie偶 upad艂a
to te偶 lubi膮 na niej siada膰 kruki jesieni膮 i zim膮 gdy pada
brudny od cierpienia tych kurdupli 艣nieg
lato te偶 nie lepsze gdy wyparuje alkohol i trzeba sie zwlec
po papierosy gdy wysz艂y
a taka by艂a艣 w deche kobita gdy cie pierwszy raz chwyci艂 za kr贸liczka
no nie
i gdy ci dzi艣 m贸wi 偶e do twarzy ci z kwiatami i szampanem to
my艣lisz tylko o tamtej w艂a艣nie niedzieli marca 1968 roku
gdy pierwszy raz zapytali艣cie razem kto to kurwa nam nasiusia艂 do piwa
i nikt nie odpowiedzia艂 i nigdy ju偶 nie odpowie
wszystko wisi na tej linie co te偶 bywa k艂amstwem
bo to tak na prawde zwyk艂y sznurek
Otwock 2000
* * *
popiersie
ju偶 obwis艂e podobnie jak policzki i sk贸ra w okolicach tych dwoje
co rz臋sami malowanymi zakryte ju偶 od do艣膰 dawna
zamknij w ko艅cu to lustro g艂upia i poczytaj listy od dzieci
a jak ci m贸wi jeszcze 偶e cie chce
to mu wierz i bierz
i nie martw si膮 zbytnio 偶e nie potrafisz ju偶 dawa膰
bo on te偶 prawie zapomnia艂 jak to si臋 bierze ale chce szczerze
jednak razem dojedziecie przecie do stacji podwi膮zki
a mo偶e pow膮zki
gdzie偶 przecie偶 si臋 ko艅czy to poszukiwanie ko艅ca
Krak贸w 2004
* * *
|