Polacy w Niemczech 4

 

Słuchaj radia

po polsku

Polacy w Niemczech 5

kliknij - tutaj

 

Polacy w Niemczech 8

Zamów

Magazyn Polonii

PO-PROSTU

www.po-prostu.eu/

Polacy w Niemczech 9

Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

Zdrowie
w rodzinie!
 
Polacy w Niemczech 10
 
kliknij
Wiecej info

Pomoc psychologa!

 
Polacy w Niemczech 11
 
kliknij
Wiecej info.
Medycyna naturalna!
 
Polacy w Niemczech 12
 
 
Kliknij - Wiecej info.

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

Polacy w Niemczech 13

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

Tłumacz

przysięgły języka

POLSKIEGO

DOMINIKA HILGER

kliknij - Wiecej Info.

Tłumaczenia i

Informacje

Polacy w Niemczech 14

kliknij - Wiecej info.

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

Polonia w Niemczech 6

 

PIOTR PIASZCZYNSKI

 

Piotr PiaszczyÅ„ski, urodziÅ‚ siÄ™ 27 grudnia 1955 roku w Olsztynie. W 1978 ukoÅ„czyÅ‚ polonistykÄ™ na Uniwersytecie MikoÅ‚aja Kopernika w Toruniu. W latach 1979-87 pracownik olsztyÅ„skiej WSP, zaÅ› w okresie 1987-90 sekretarz redakcji dwutygodnika “PosÅ‚aniec WarmiÅ„ski”. Od 1990 r. Przebywa w Niemczech, mieszka w Kolonii. Współpracownik niemiecko-polskiego magazynu “Dialog” oraz polskiej sekcji radia SFB Multikulti w Berlinie. Poeta, krytyk literacki i artystyczny. Do tej pory (poza cytowanymi poniżej) ogÅ‚osiÅ‚ trzy książki poetyckie: “GÅ‚os” (ToruÅ„ 1988), “A zwierzÄ…t jest bez liku” (wiersze dla dzieci Olsztyn 1995), “Nieobecność” (Olsztyn 1997), a także “Szkice maÅ‚e i mniejsze” (eseje o malarstwie i poezji, Olsztyn 1999). Swoje utwory i teksty krytyczne publikowaÅ‚ m.in. W “Borussii”, “Zeszytach Literackich”, “TwórczoÅ›ci”, “WiÄ™zi”, “Tytule”, “Kwartalniku Artystycznym”, paryskiej “Kulturze”, “Tygodniku Powszechnym”, Rzeczpospolitej”.

 

  Z tomiku “MaÅ‚y kapitalizm”

  Olsztyn 2002

 

     Przypowieść

     Å»ycie – wieczny tuÅ‚aczu – życie

 

     (nakarmiÅ‚em ciÄ™, przyodziaÅ‚em

     pocieszyć – wybacz – nie umiaÅ‚em)

 

   innego szukaj Jeruzalem...

* * *

                              Instant

                              Już siódma.

                              Tak, to już siódma

                              kawa dzisiaj;

                              czarna i czarodziejska.

 

                              A pomiÄ™dzy

                              (szklankÄ…, kubkami

                              z tektury, filiżankÄ…)

                              jest doskonaÅ‚e

 

                              odkofeinowane życie:

                              substancja sypka, sucha i

                              bez smaku (w sam raz

                              do klepsydry). Serca Å‚omot.

* * *

   KoÅ‚ysanka

   Bije północ

   Bije pierwsza

   Bije druga, trzecia

   i nastÄ™pne bijÄ…

   (po twarzy bezsennego) - -

 

   Godziny mijajÄ…

   boleÅ›nie, powoli - -

   Jak ciemność i noc

   godziny sÄ…

   (rodzaju żeÅ„skiego)

* * *

                               Bez tytuÅ‚u

                               Czy ono coÅ› znaczy, przejÄ™zyczenie

                               w późnowieczornej modlitwie po

                               blichtrem profanum wypeÅ‚nionym dniu:

                     “Ojcze nasz, który jesteÅ› w m i e Å› c i e ...”

 

                               Nie wiem, nie wiem... Nie rozwikÅ‚am

                               Å‚amigłówki lingwistyki trascendentnej.

                               Co rozum i serce dyktujÄ…, to

                               rym odruchowy: n a r e s z c i e .

* * *

    MaÅ‚y kapitalizm

    przychodzÄ… – rachunki

    wychodzÄ… – pieniÄ…dze

    wracajÄ… – odrzucone wiersze

 

    (w przypÅ‚ywie ekonomicznej fantazji

    możesz to nazwać

    ruchem w interesie)

* * *

                               1 listopada

                               Co za mgÅ‚a... Nie widać nic,

                               nawet w najbliższym sÄ…siedztwie

                               cmentarza. Rozmazany za zasÅ‚onÄ…

                               z oparów pejzaż. Kiedy jechaÅ‚em

                               na stacjÄ™ benzynowÄ… po papierosy

                               i piwo, wciąż mnie niebezpiecznie

                               znosiÅ‚o na lewo. Do KoÅ„ca

                               spowitego dnia czytaÅ‚em “Na GÅ‚os”.

                               Wieczorem mgÅ‚a zgÄ™stniaÅ‚a

                               jeszcze bardziej. Wata. BiaÅ‚y

                               blok naprzeciwko wyglÄ…daÅ‚ jak

                               z horroru widmo. PostanowiÅ‚em

                               zostać w domu, mimo że kusiÅ‚

                               jazzowy koncert. Na autostradach

                               masowe karambole; sÄ… zabici

                               i ranni. Prognozy obiecujÄ…

                               lekkÄ… poprawÄ™, wiÄ™c nie

                               myÅ›lÄ™ o Å›mierci.

* * *

    Pojedynek

    Przesiedzieć w kÄ…cie kawiarni

    kilka sobotnich godzin

    w pojedynkÄ™. W pojedynku

    z dzikÄ… chÄ™ciÄ…, by zerwać siÄ™

    i wyjść. Albowiem dookoÅ‚a

    para obok pary; mÅ‚odej

    czuÅ‚e spojrzenia, w dÅ‚oniach

    dÅ‚onie, szepty i Å›miech,

    i pocaÅ‚unków miÄ™kki seks, -

    PodpierajÄ…c brodÄ™, palÄ…c

    papierosa za papierosem,

    nie gardzÄ…c procentowym trunkiem,

    przesiedzieć tak, przeÅ›ledzić

    reakcjÄ™ psychosomatycznÄ… na

    szczęście w cudzym wykonaniu.

* * *

                                 Plus

                                 Niebieskie litery na żółtym murze

                                 graffiti, że Jezus ucisza burzÄ™.

 

                                 Na tak, na plus jakaÅ› myÅ›l po raz pierwszy

                                 od dawna, po czarno-widzeniu wierszy.

 

                                 PrzystanÄ…wszy przed tym na swym rowerze

                                 mruczÄ™ pod nosem coÅ› w rodzaju “WierzÄ™,

 

                                 ufam...” i ruszam w chaos listopada.

                                 Wiatr zawiewa, deszcz coraz mocniej pada.

                                                                  2000

* * *

    Ulica Poprzeczna w Olsztynie

    Mrówka wÄ™druje po pÅ‚ycie

    nagrobnej. Nieopodal po trawie

    peÅ‚znie Å›limak. Ptaki w koronach

    drzew koncertowo Å›piewajÄ…

    na caÅ‚e gardÅ‚o. Alejkami spacerujÄ…

    kobiety i mężczyźni, a dzieci siÄ™ cieszÄ…,

    biegajÄ…: haÅ‚as, ruch, ożywienie.

    Mocno przygrzewa wiosenne sÅ‚oÅ„ce

    niedzieli wielkanocnej. Åšmierć

    caÅ‚kowicie przegrywa z życiem

    (w piÄ™knym stylu).

* * *

                                 Zimowy wiersz

                                 Prawdziwa zima na goÅ›cinnych

                                 wystÄ™pach w tym mieÅ›cie. Raz

                                 na dziesięć lat (Rzymianie

                                 cieplejsze wybierali miejsca).

                                 Åšnieg pada bez przerwy i - -

                                 nie topnieje... ÅšwiÄ™to! ÅšwiÄ™to

                                 Å›niegu, który – jak ów sÅ‚ynny

                                 artysta Christo – caÅ‚y pejzaż

                                 opakowaÅ‚ na biaÅ‚o. Ale

                                 to nie jest żadna awangarda,

                                 to dzieciÅ„stwo siÄ™ przypomina:

                                 puchowe, sielskie, przytulne,

                                 wigilijne dzieciÅ„stwo

 

                                 I w siwej gÅ‚owie mi dzwoniÄ…

                                 tamte dzwoneczki u saÅ„.

                                                             Kolonia, styczeÅ„ 99


 

Z tomiku “Mężczyzna z zapaÅ‚kami”

Olsztyn 2006


 

    MPK

    W zatÅ‚oczonym, spoconym wnÄ™trzu

    autobusu komunikacji miejskiej

    linii nr 1, fruwa biaÅ‚y motyl.

 

    Na jego widok rozjaÅ›niajÄ… siÄ™

    pasażerów ponure dotÄ…d twarze.

    UÅ›miechy jadÄ… do Redykajn.

                        Olsztyn, lipiec 2004

* * *

                                   Niewielki, zżółkÅ‚y, unerwiony,

                                   uparty klonowy listek

                                   przylepiÅ‚ siÄ™ do szyby

                                   mojego samochodu:

 

                                   pierwsza, jakÄ… mi przyznano

                                   nagroda (literacka)

                                                        październik 2001

* * *

    Balon

    ZupeÅ‚nie niespodziewanie speÅ‚niajÄ… siÄ™

    proroctwa; mam za oknem scenÄ™ prosto

    z Chagalla: dziecku na podwórku

    zerwaÅ‚ siÄ™ balon w ksztaÅ‚cie psa

    (cÄ™tkowanego dalmatyÅ„czyka) i szybuje

    szybko do nieba, maleje, w chmurach znika...

 

    SÅ‚ychać gÅ‚oÅ›ny pÅ‚acz; w niebiosa pies

    uniósÅ‚ siÄ™ caÅ‚y. Zbawiony? Alleluja!

* * *

                                    Piosenka o dzwonie

                                    Stale o tej samej porze

                                    bije dzwon z koÅ›cielnej wieży.

                                    Masz w tym jakiÅ› udziaÅ‚, Boże?

                                    Bo nadzieja każe wierzyć.

 

                                    Siódma rano, osiemnasta -

                                    budzi mnie i nerwy koi:

                                    gdy usÅ‚yszeć mogÄ™ z miasta

                                    inny gÅ‚os, prócz paranoi.

 

                                    Bije dzwon: a zawsze gÅ‚oÅ›niej

                                    od powszechnej dyskoteki.

                                    Bije dzwon: i serce roÅ›nie

                                    na myÅ›l, że bije przez wieki.

* * *

    Dolina

    Z bardzo daleka

    ze stacji w dolinie,

    dociera czasem

    gÅ‚os, co zapowiada:

    - pociÄ…g przyjeżdża;

    - pociÄ…g odjeżdża;

    - proszÄ™ zachować ostrożność.

 

    Dawno już przestaÅ‚em

    jeździć pociÄ…gami;

    wszÄ™dzie siÄ™ telepiÄ™

    starym-jarym fordem.

 

    Lecz mowa podsuwa

    nieuchronny wniosek:

    kiedyÅ› musi nadejść

    wreszcie moja kolej...

 

    - ProszÄ™ zachować

    spokój (wiekuisty).

* * *

                                      21.37

                                      WyszedÅ‚em wtedy na chwilÄ™ na balkon,

                                      żeby zapalić i natychmiast wrócić

                                      przed uÅ›wiÄ™cony telewizor.

 

                                      ByÅ‚o chÅ‚odno, bardzo cicho; strasznie

                                      czarne niebo: rozgwieżdżone, głębokie,

                                      otwarte – jak rana... jak brama....

                                                              kwiecieÅ„ 2005
 

    BHP

    W Å›rodku, do-sÅ‚ownie

    w samym Å›rodku

    ubożuchnego regaÅ‚u z poezjÄ…

    (w olsztyÅ„skiej ksiÄ™garni)

    metalowa szafka z napisem:

   “nie dotykać! UrzÄ…dzenie elektryczne!”

 

    Wiadomo: grozi

    porażeniem

    lub Å›mierciÄ….

                        sierpieÅ„ 2003

Polonia Polacy w Niemczech