Mim1
Psycho-nowe

Kliknij - tutaj

S艂uchaj radia

po polsku

Darmstadt

kliknij - tutaj

 

REKLAMA

Zam贸w

Magazyn Polonii

PO-PROSTU

www.po-prostu.eu/

Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lot贸w

Zdrowie
w rodzinie!
 
zdrowie
 
kliknij
Wiecej info

Pomoc psychologa!

 
 
kliknij
Wiecej info.
Medycyna naturalna!
 
 
 
Kliknij - Wiecej info.

niezale偶ne i neutralne doradztwo finansowe

janusz-nowy

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

Naprawa samochodow w Polsce

kliknij

Wiecej info.

T艂umaczenia i

Informacje

kliknij - Wiecej info.

Izabela S. Demacker

Rechtsanw盲ltin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 M眉nchen

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

banerglowny

 

PIOTR PIASZCZYNSKI

 

Piotr Piaszczy艅ski, urodzi艂 si臋 27 grudnia 1955 roku w Olsztynie. W 1978 uko艅czy艂 polonistyk臋 na Uniwersytecie Miko艂aja Kopernika w Toruniu. W latach 1979-87 pracownik olszty艅skiej WSP, za艣 w okresie 1987-90 sekretarz redakcji dwutygodnika “Pos艂aniec Warmi艅ski”. Od 1990 r. Przebywa w Niemczech, mieszka w Kolonii. Wsp贸艂pracownik niemiecko-polskiego magazynu “Dialog” oraz polskiej sekcji radia SFB Multikulti w Berlinie. Poeta, krytyk literacki i artystyczny. Do tej pory (poza cytowanymi poni偶ej) og艂osi艂 trzy ksi膮偶ki poetyckie: “G艂os” (Toru艅 1988), “A zwierz膮t jest bez liku” (wiersze dla dzieci Olsztyn 1995), “Nieobecno艣膰” (Olsztyn 1997), a tak偶e “Szkice ma艂e i mniejsze” (eseje o malarstwie i poezji, Olsztyn 1999). Swoje utwory i teksty krytyczne publikowa艂 m.in. W “Borussii”, “Zeszytach Literackich”, “Tw贸rczo艣ci”, “Wi臋zi”, “Tytule”, “Kwartalniku Artystycznym”, paryskiej “Kulturze”, “Tygodniku Powszechnym”, Rzeczpospolitej”.

 

  Z tomiku “Ma艂y kapitalizm”

  Olsztyn 2002

 

     Przypowie艣膰

     呕ycie – wieczny tu艂aczu – 偶ycie

 

     (nakarmi艂em ci臋, przyodzia艂em

     pocieszy膰 – wybacz – nie umia艂em)

 

   innego szukaj Jeruzalem...

* * *

                              Instant

                              Ju偶 si贸dma.

                              Tak, to ju偶 si贸dma

                              kawa dzisiaj;

                              czarna i czarodziejska.

 

                              A pomi臋dzy

                              (szklank膮, kubkami

                              z tektury, fili偶ank膮)

                              jest doskona艂e

 

                              odkofeinowane 偶ycie:

                              substancja sypka, sucha i

                              bez smaku (w sam raz

                              do klepsydry). Serca 艂omot.

* * *

   Ko艂ysanka

   Bije p贸艂noc

   Bije pierwsza

   Bije druga, trzecia

   i nast臋pne bij膮

   (po twarzy bezsennego) - -

 

   Godziny mijaj膮

   bole艣nie, powoli - -

   Jak ciemno艣膰 i noc

   godziny s膮

   (rodzaju 偶e艅skiego)

* * *

                               Bez tytu艂u

                               Czy ono co艣 znaczy, przej臋zyczenie

                               w p贸藕nowieczornej modlitwie po

                               blichtrem profanum wype艂nionym dniu:

                     “Ojcze nasz, kt贸ry jeste艣 w m i e 艣 c i e ...”

 

                               Nie wiem, nie wiem... Nie rozwik艂am

                               艂amig艂贸wki lingwistyki trascendentnej.

                               Co rozum i serce dyktuj膮, to

                               rym odruchowy: n a r e s z c i e .

* * *

    Ma艂y kapitalizm

    przychodz膮 – rachunki

    wychodz膮 – pieni膮dze

    wracaj膮 – odrzucone wiersze

 

    (w przyp艂ywie ekonomicznej fantazji

    mo偶esz to nazwa膰

    ruchem w interesie)

* * *

                               1 listopada

                               Co za mg艂a... Nie wida膰 nic,

                               nawet w najbli偶szym s膮siedztwie

                               cmentarza. Rozmazany za zas艂on膮

                               z opar贸w pejza偶. Kiedy jecha艂em

                               na stacj臋 benzynow膮 po papierosy

                               i piwo, wci膮偶 mnie niebezpiecznie

                               znosi艂o na lewo. Do Ko艅ca

                               spowitego dnia czyta艂em “Na G艂os”.

                               Wieczorem mg艂a zg臋stnia艂a

                               jeszcze bardziej. Wata. Bia艂y

                               blok naprzeciwko wygl膮da艂 jak

                               z horroru widmo. Postanowi艂em

                               zosta膰 w domu, mimo 偶e kusi艂

                               jazzowy koncert. Na autostradach

                               masowe karambole; s膮 zabici

                               i ranni. Prognozy obiecuj膮

                               lekk膮 popraw臋, wi臋c nie

                               my艣l臋 o 艣mierci.

* * *

    Pojedynek

    Przesiedzie膰 w k膮cie kawiarni

    kilka sobotnich godzin

    w pojedynk臋. W pojedynku

    z dzik膮 ch臋ci膮, by zerwa膰 si臋

    i wyj艣膰. Albowiem dooko艂a

    para obok pary; m艂odej

    czu艂e spojrzenia, w d艂oniach

    d艂onie, szepty i 艣miech,

    i poca艂unk贸w mi臋kki seks, -

    Podpieraj膮c brod臋, pal膮c

    papierosa za papierosem,

    nie gardz膮c procentowym trunkiem,

    przesiedzie膰 tak, prze艣ledzi膰

    reakcj臋 psychosomatyczn膮 na

    szcz臋艣cie w cudzym wykonaniu.

* * *

                                 Plus

                                 Niebieskie litery na 偶贸艂tym murze

                                 graffiti, 偶e Jezus ucisza burz臋.

 

                                 Na tak, na plus jaka艣 my艣l po raz pierwszy

                                 od dawna, po czarno-widzeniu wierszy.

 

                                 Przystan膮wszy przed tym na swym rowerze

                                 mrucz臋 pod nosem co艣 w rodzaju “Wierz臋,

 

                                 ufam...” i ruszam w chaos listopada.

                                 Wiatr zawiewa, deszcz coraz mocniej pada.

                                                                  2000

* * *

    Ulica Poprzeczna w Olsztynie

    Mr贸wka w臋druje po p艂ycie

    nagrobnej. Nieopodal po trawie

    pe艂znie 艣limak. Ptaki w koronach

    drzew koncertowo 艣piewaj膮

    na ca艂e gard艂o. Alejkami spaceruj膮

    kobiety i m臋偶czy藕ni, a dzieci si臋 ciesz膮,

    biegaj膮: ha艂as, ruch, o偶ywienie.

    Mocno przygrzewa wiosenne s艂o艅ce

    niedzieli wielkanocnej. 艢mier膰

    ca艂kowicie przegrywa z 偶yciem

    (w pi臋knym stylu).

* * *

                                 Zimowy wiersz

                                 Prawdziwa zima na go艣cinnych

                                 wyst臋pach w tym mie艣cie. Raz

                                 na dziesi臋膰 lat (Rzymianie

                                 cieplejsze wybierali miejsca).

                                 艢nieg pada bez przerwy i - -

                                 nie topnieje... 艢wi臋to! 艢wi臋to

                                 艣niegu, kt贸ry – jak 贸w s艂ynny

                                 artysta Christo – ca艂y pejza偶

                                 opakowa艂 na bia艂o. Ale

                                 to nie jest 偶adna awangarda,

                                 to dzieci艅stwo si臋 przypomina:

                                 puchowe, sielskie, przytulne,

                                 wigilijne dzieci艅stwo

 

                                 I w siwej g艂owie mi dzwoni膮

                                 tamte dzwoneczki u sa艅.

                                                             Kolonia, stycze艅 99


 

Z tomiku “M臋偶czyzna z zapa艂kami”

Olsztyn 2006


 

    MPK

    W zat艂oczonym, spoconym wn臋trzu

    autobusu komunikacji miejskiej

    linii nr 1, fruwa bia艂y motyl.

 

    Na jego widok rozja艣niaj膮 si臋

    pasa偶er贸w ponure dot膮d twarze.

    U艣miechy jad膮 do Redykajn.

                        Olsztyn, lipiec 2004

* * *

                                   Niewielki, z偶贸艂k艂y, unerwiony,

                                   uparty klonowy listek

                                   przylepi艂 si臋 do szyby

                                   mojego samochodu:

 

                                   pierwsza, jak膮 mi przyznano

                                   nagroda (literacka)

                                                        pa藕dziernik 2001

* * *

    Balon

    Zupe艂nie niespodziewanie spe艂niaj膮 si臋

    proroctwa; mam za oknem scen臋 prosto

    z Chagalla: dziecku na podw贸rku

    zerwa艂 si臋 balon w kszta艂cie psa

    (c臋tkowanego dalmaty艅czyka) i szybuje

    szybko do nieba, maleje, w chmurach znika...

 

    S艂ycha膰 g艂o艣ny p艂acz; w niebiosa pies

    uni贸s艂 si臋 ca艂y. Zbawiony? Alleluja!

* * *

                                    Piosenka o dzwonie

                                    Stale o tej samej porze

                                    bije dzwon z ko艣cielnej wie偶y.

                                    Masz w tym jaki艣 udzia艂, Bo偶e?

                                    Bo nadzieja ka偶e wierzy膰.

 

                                    Si贸dma rano, osiemnasta -

                                    budzi mnie i nerwy koi:

                                    gdy us艂ysze膰 mog臋 z miasta

                                    inny g艂os, pr贸cz paranoi.

 

                                    Bije dzwon: a zawsze g艂o艣niej

                                    od powszechnej dyskoteki.

                                    Bije dzwon: i serce ro艣nie

                                    na my艣l, 偶e bije przez wieki.

* * *

    Dolina

    Z bardzo daleka

    ze stacji w dolinie,

    dociera czasem

    g艂os, co zapowiada:

    - poci膮g przyje偶d偶a;

    - poci膮g odje偶d偶a;

    - prosz臋 zachowa膰 ostro偶no艣膰.

 

    Dawno ju偶 przesta艂em

    je藕dzi膰 poci膮gami;

    wsz臋dzie si臋 telepi臋

    starym-jarym fordem.

 

    Lecz mowa podsuwa

    nieuchronny wniosek:

    kiedy艣 musi nadej艣膰

    wreszcie moja kolej...

 

    - Prosz臋 zachowa膰

    spok贸j (wiekuisty).

* * *

                                      21.37

                                      Wyszed艂em wtedy na chwil臋 na balkon,

                                      偶eby zapali膰 i natychmiast wr贸ci膰

                                      przed u艣wi臋cony telewizor.

 

                                      By艂o ch艂odno, bardzo cicho; strasznie

                                      czarne niebo: rozgwie偶d偶one, g艂臋bokie,

                                      otwarte – jak rana... jak brama....

                                                              kwiecie艅 2005
 

    BHP

    W 艣rodku, do-s艂ownie

    w samym 艣rodku

    ubo偶uchnego rega艂u z poezj膮

    (w olszty艅skiej ksi臋garni)

    metalowa szafka z napisem:

   “nie dotyka膰! Urz膮dzenie elektryczne!”

 

    Wiadomo: grozi

    pora偶eniem

    lub 艣mierci膮.

                        sierpie艅 2003

Polonia Polacy w Niemczech