Mim1
Psycho-nowe

Kliknij - tutaj

Słuchaj radia

po polsku

Darmstadt

kliknij - tutaj

 

REKLAMA

Zamów

Magazyn Polonii

PO-PROSTU

www.po-prostu.eu/

Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

Zdrowie
w rodzinie!
 
zdrowie
 
kliknij
Wiecej info

Pomoc psychologa!

 
 
kliknij
Wiecej info.
Medycyna naturalna!
 
 
 
Kliknij - Wiecej info.

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

janusz-nowy

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

Naprawa samochodow w Polsce

kliknij

Wiecej info.

Tłumaczenia i

Informacje

kliknij - Wiecej info.

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

banerglowny

Jakucja po polsku - Michał Książek

Polaka w Jakucku rozpoznać nietrudno - wystarczy przysłuchać się nazwisku rozmówcy, by domyśleć się, że mamy do czynienia z ziomkiem: Sieroszewscy, Księżkowie, Tworkowscy, Lipińscy i Mordowscy, wszystko to potomkowie zesłańców styczniowych, rewolucyjnych działaczy schyłku rosyjskiego imperium i w końcu obywateli II Rzeczypospolitej represjonowanych w latach 30 i 40 XX wieku. Tylko pod koniec XIX wieku w Jakucji było 320 polskich zesłańców, tylko w początku lat 40-tych XX wieku zesłano ich tutaj aż 3,5 tysiąca... (choć wielu z nich wróciło pod koniec wojny). Ale wśród jakuckiej Polonii są i tacy, którzy trafili nad Lenę nie rzuceni historyczną zawieruchą czy z woli despoty, a w poszukiwaniu lepszego życia i pracy.

"Może ktoś potrafi ich rozpoznać?"

Tak było z Marią Wacławowną Korsak, która urodziła się w ostatnich miesiącach przedwojennej Polski niedaleko Oszmian. Po wojnie ziemie te weszły w skład Białorusi (Obwodu Grodnieńskiego), ale starsi rodu zdecydowali się nie porzucać rodzinnej wioski, Osinowszczyzny. W ten sposób Korsakowie, jak tysiące innych Polaków, zostali po białoruskiej stronie granicy. Pani Maria od kilkudziesięciu lat mieszka w Jakucji, dokąd przyjechała z Osinowszczyzny wraz z mężem, za pracą. Tu spędziła całe swoje dorosłe życie. W sowieckim bloku z wielkiej płyty przy ulicy Październikowej w Jakucku Maria Wacławowna wyczarowuje międzywojenną Polskę: z kilkudziesięciu starych czarno-białych fotografii układa frapujące losy rodziny i wschodnich rubieży II Rzeczpospolitej. Odkąd pamięta, w domu Korsaków mówiono tylko po polsku i sprawiano katolickie święta. Mimo to ojciec pani Marii, Wacław, "choć wierzący, mówił po polsku, i w polskim wojsku służył", wspierał sowiecką partyzantkę. Mama Jadwiga sprzeciwiała się małżonkowi. Ojciec nie dał się przekonać i za swoją działalność zapłacił życiem w obozie koncentracyjnym, gdzieś w Niemczech. Mama Marii umarła kilka lat po wojnie.
Jedno ze zdjęć (widnieje na nim ojciec pani Marii w żołnierskiej formie) na odwrocie opisane jest po polsku, starannymi, trochę archaicznymi kaligrafami: "Nowa Wilejka. Służba wojskowa. Na pamiątkę 10.VIII.1935 r.". Pani Maria po polsku nie mówiła od 60 lat, ale doskonale czyta, pamięta też modlitwy, potrafi liczyć.
Z czasu wojny sennym koszmarem wyryło się jej w pamięci aresztowanie ojca. Nie miała wówczas więcej niż 4-5 lat, jednak pamięta nawet poszczególne słowa, krzyki gestapowców i płacz 10-miesięcznego dziecka. Ma też dobre wspomnienia: pamięta jak mimo okropności wojny, dorośli śpiewali. Najgorsze, że po wojnie urwał się kontakt z tą częścią rodziny, która została po polskiej stronie. Na przykład kuzynka ojca, Marianna Kaspirowicz (Kasperowicz) tuż przed wojną wyjechała do centralnej Polski, z dwojgiem dzieci. - Może ktoś potrafi ich rozpoznać? - pyta zatroskana, pokazując fotografię dwóch chłopców...

Jakucja1

"Nie tyle Pochalski, co Puchalski"

Czasów II Rzeczpospolitej sięgają też korzenie Mariana Pochalskiego, jednego z młodszych członków jakuckiej Polonii. - Nie tyle Pochalski, co Puchalski - wyjaśnia po polsku swoje nazwisko, zmienione przez rosyjską fonetykę. Prawda, że brzmi znajomo? Pamięć o Polsce i przyzwoitą znajomość języka polskiego zawdzięcza Marian babci Janinie, która urodziła się i mieszkała w Bucławiu pod Wilejką. Marian urodził się już w Jakucku, dokąd "po putiowkie" przyjechała ze swoim mężem jego mama Galia. W domu babci mówiło się po polsku (do przyjścia Sowietów), ale już w domu Pochalskich po rosyjsku. I to nie ze względu na zaniedbanie tradycji, a na okoliczności. Młodzi Pochalscy w latach 60-tych wyjechali z Białorusi do dalekiej Jakucji w poszukiwaniu pracy, a trochę też "iz za romantiki". Dookoła wszyscy mówili po rosyjsku... Kilka lat temu rodzice wrócili do rodzinnej Wilejki, Marian

Jakucja2

jednak postanowił zostać w Jakucku. Dobrze czuje się i w Warszawie, i w Wilejce, ale urodził się już w Jakucji i tu chce spędzić życie. Dzięki babci może rozmawiać po polsku i żałuje, że polski ksiądz wyjechał z Jakucka, bo nie ma już polskich mszy. Teraz na polską mszę trzeba by aż do Irkucka, a to ponad 2 tysiące kilometrów...

"Jeszcze raz coś takiego, i..."

Ojciec Celestyna Janowicza Ciuchstyńskiego, znanego w Jakucku i w Rosji karateki został zesłany do Jakucji w latach 40-tych spod Woroneża. Nieco wcześniej NKWD zabrało też jego dziadka - rozstrzelano go w 1939 roku. Choć niespełna 15 letni, Jan Celestynowicz Ciuchstyński (ojciec karateki) został zesłany z terytorium Rosji - jego ojciec pracował jako ekonom w dobrach Wołkońskich - to losy zesłańca odzwierciedlają drogę, którą przeszło wielu Polaków przed, w trakcie i po II wojnie światowej. Ciuchstyński z rodzinnego domu został zesłany do prac przy budowie sławnej drogi "Kołyma", wiodącej z Magadanu do Jakucka. Uratował go młody wiek: starzy zecy żałowali młodzika i podkarmiali go, ale pracować musiał jak inni. I pracował, toteż wiele widział. - Ta droga to jedna wielka mogiła - powtarza słowa nie żyjącego już dziś ojca Celstyn Janowicz. - Zakopywali człowieka w tym miejscu, gdzie upadł, w nasypie drogi. Po śmierci Stalina Jan Celestynowicz został objęty amnestią i zamieszkał na terytorium swojego byłego wiezienia, w Ust Nerze nad Indygirką, a potem w Ojmiakonie. Nie pozwolono mu wyjechać do Polski, w której niewiadomo było nawet jak odnaleźć krewnych. Ożenił się i został nad Indygirką, dając tej surowej ziemi aż 7 synów. Celestyn wspomina dzieciństwo na biegunie zimna: - Dzieci jak to dzieci, czasem bawiły się... w plucie. Pluliśmy w powietrze, a na dół spadały już sopelki lodu...

Jakucja3


Zesłaniec Ciuchstyński nie zdołał nauczyć chłopców polskiego, wiedzieli tylko, że mają polskie korzenie. Celestyn wspomina, że ojciec chciał kiedyś prenumerować polskie gazety, ale w odpowiedzi na napisane podanie przyjechało dwóch typów z KGB z ostrzeżeniem: "Jeszcze raz coś takiego, i ...sam rozumiesz..." I Ciuchstyńscy zostali w Rosji. Celestyn Janowicz założył pierwszą w Jakucji szkołę wschodnich sztuk walki, reprezentuje republikę w tej konkurencji na całym świecie: w Europie, Ameryce, Azji. Jego ojciec umarł w Białej Górze nad Indygirką w 2001 roku. Synowie mieszkają i pracują w Jakucji. Celestyn znalazł kiedyś w Internecie telefon "jakichś Ciuchstyńskich" w Polsce. Zadzwonił i po raz pierwszy w życiu rozmawiał ze swoją kuzynką. Choć rozmawiać im do dziś trudno, bo nie znają wspólnego języka. W 2002 roku, w kilka miesięcy po tym telefonie, Ciuchstyńscy spotkali się w Polsce.

Pierwsze ziemniaki w Jakucji

Pierwszym człowiekiem, który posadził ziemniaki w naslegu Kubursachskim (tj. gminie) ułusu Borogonskiego (województwo) był polski zesłaniec, uczestnik powstania styczniowego, Aleksander Lipiński. Rzecz miała miejsce jeszcze w XIX wieku: Lipińskiego zesłano do Jakucji w 1867 roku. Jakuci nie umieli uprawiać ziemi, uczyli się m.in. od zesłańców.
Nie żyje już żadna z jego urodzonych przed wojną córek, ale żyje prawnuczka Larisa Pietrowna, Jakutka, jednak świadoma swych polskich korzeni. Wraz z mężem Władysławem Siemionowiczem postanowili poznać polskie korzenie ich rodziny, prowadząc żmudną kwerendę w jakuckich archiwach. - W zakurzonych teczkach w Jakucku i Borogońcach przetrwało niewiele informacji o pradziadku-zesłańcu, ale pokrewieństwo jest bezsprzeczne - opowiada Larisa Pietrowna. Za to w jej domu zachowała się opowieść o tym, jak to Lipiński nie darzył cara-despoty szczególną sympatią: klękał przed ikoną w skromnej jakuckiej jurcie i modlił się o jego śmierć. Wymodlił ją w 1882 roku. W Jakucji zajmował się nie tylko uprawą roli, hodował bydło, a nawet mył złoto i pracował jako gminny pisarz (sekretarz). Czasem przychodziło nawet żebrać. Że nie zawsze wiodło mu się dobrze, świadczy jego jakuckie imię: "Salaskylaach suruksut", tj. "sekretarz z sankami". Sanki ciągnęli za sobą wówczas ludzie wędrujący "po prośbie", od domu do domu. Jak wspomina w swej pracy o polskich zesłańcach M.A. Krotow: ...w 1871 roku ułusnaja inorodnaja uprawa donosiła, że on "bardzo ubogiego stanu". Począwszy z roku 1895 ślad Lipińskiego i w pamięci najstarszych, i w dokumentach archiwów urywa się. Nie wiadomo jak i gdzie zginął. Może wrócił do Polski, tak, jak to było w przypadku chociażby sławnego Wacława Sieroszewskiego? Dollonowowie szukają, ale póki co o pradziadku wiadomo niewiele. Jego praprawnuczkowie - Katia i Piotr są filologami; siostra angielskim, a brat (co prawda, jeszcze niedoszłym) francuskim. Piotr uczy się polskiego, przez kilka miesięcy uczył się języka prapradziadka na Uniwersytecie Jagiellońskim. Myśli, by w przyszłości wrócić do Polski i odnaleźć krewnych Lipińskiego.

Jakucja4

Polska Jakucja

Trudno zaprzeczyć, że do dziś, Jakucja jest w jakiś sposób polska. Wystarczy spojrzeć na mapę tego ośmiokrotnie większego od Polski kraju, by w trudnych jakuckich nazwach niezliczonych pasm górskich odnaleźć znajomo brzmiące: Góry Czerskiego. Starczy zajrzeć w bibliografię jakuckiej etnografii: by stwierdzić, że jednymi z jej założycieli są Polacy: Wacław Sieroszewski, Mikołaj Witaszewski, Edward Piekarski. Nie brak ich nawet w historii zagospodarowywania tych ziem, czego dowodem jest postać Bolesława Kaczorowskiego, szefa carskiej administracji wielu z jakuckich miasteczek (i jednego miasta) drugiej połowy XIX wieku, począwszy od Wierchojańska, a na Jakucku skończywszy. A wszystkie te informacje można znaleźć chociażby w zbiorach Biblioteki im. Puszkina w Jakucku, której 100-letni budynek uważany jest za jedną z głównych ozdób architektury miasta. Zaprojektował go... polski architekt, Klemens Leszewicz.

Polonia Polacy w Niemczech