|
Andrzej Hirsch
Modlitwa
Buku wielki jak dom w mie艣cie wielu, wielu ludzi
Jak 偶e艣 ty pi臋kny pod wiatru pow艂ok膮, rozszala艂y brzemieniem
Co twardo艣膰 tw膮 mi臋kko艣ci膮 twego ruchu 艂udzi
Tak mo偶e Gabriel w swej anielsko艣ci chodzi膰
I ludziom wielko艣膰 swego Pana przed oczy postawia膰
Co ma艂o艣ci cz艂owieczej honoru przydaje
Bo膰 jak偶e On nas kocha膰 musi, skoro buk nam daje
Jak 偶e艣my marni w艣r贸d Twych dar贸w Panie
Na 艣wiecie pi臋knym jak Twoje istnienie
Gdzie przy nich trwamy przez oddechu mgnienie
A ich i Twoje dzie艂o to wieczne stwarzanie
Brzydota nasza przy pi臋kno艣ci 艣wiata
Jak 偶art kr贸lewski jest i u艣miech budzi
Nie rozumiej膮c dzi臋kuj臋 za to, 偶e
to przeze mnie Duch Tw贸j przelata
* * *
Pytanie
Czy chcesz mnie s膮dzi膰 Tw膮 mi艂o艣ci膮 niezg艂臋bion膮 bardziej surowo
ni偶 ci, kt贸rzy mnie kochaj膮 tutaj,
kt贸rych mi darowa艂e艣?
Ty, kt贸ry kochasz nas
chcesz kocha膰 te偶 nasz膮 mi艂o艣膰. Czy偶 nie?
* * *
Poetycki plener.
W skrajolesie s艂owopisy lubie偶kami podchlebuj膮.
Krasnos艂owne popisuchy wierno艂atwe zachwystuj膮
One im przeduchowione mys艂ki na traw pod艣cielenia
Ob艂apkami spoziemniaj膮 gotowin膮 do spe艂nienia.
Popisuchom brak
Polegliwych Dafn.
Zamierzwiwszy w艂osog艂owia
Id膮 w grzechos艂aw.
Obola艂ju偶 duszygranie
Wieloptaki paw.
Po le艣nios艂awiu
Po trawoprzymierzu
Po wodoprzyp艂awiu
Po chaszczomilczeniu
Po spojrzeniowaniu
Po przepotwarzeniu
Po wszyskos艂awnym d艂onioprzypomnieniu
Po polegowaniu w milczos艂onnej ciszy
Id膮 dziecioplenne wschodzenia twardziszy
A wraz z wch艂onowatym przestrzeniopragnieniem
Dafn - gotowato艣膰 o艣lenia i艣ci si臋 zma偶eniem.
O przyrodog艂odny s艂owopis贸w grocie!
Poetowania spe艂ni艂e艣 mizdrza艂ki
Rozpomno偶ywszy Jasie i Micha艂ki.
A wierszo艂kanie zostanie na rosie.
* * *
Bez tytu艂u.
Uczysz nas kocha膰 ludzi,
by艣my zd膮偶yli jeszcze za艂apa膰 si臋 na te S艂owa.
A my grzebiemy w Twej mi艂o艣ci i papierach
jak 艣ledczy
by dowiedzie膰 si臋 czego od nas chcesz.
Co raz co艣 m臋drek tam odkryje
i w 艣miech.
Mali
szukamy ma艂o艣ci
syc膮cej nasz膮 to偶samo艣膰.
Wiemy o tym,
gdy ci臋偶ko zerwa膰 si臋 na jutrzni臋 namys艂u i
zasypiamy ju偶 zmo偶eni wysi艂kiem przedzierania si臋
przez nienasycone wyobra偶enia wolno艣ci
o zmroku marze艅
kt贸rym na imi臋 cia艂o.
Wi臋c teraz
gdy ju偶 Lewiatan codzienno艣ci cudu po艂kn膮艂 nas i przetrawi艂
tylko m贸dl si臋 za nami
by艣 nas nie utraci艂.
(2002)
* * *
Poszukiwanie
O kt贸rym nic nie wiem - jeste艣 mi najbli偶szy.
Gdy pr贸bowa艂em by膰 tym, o kt贸rym wielu pami臋ta
upad艂em z Tarpejskiej Ska艂y.
Nie zrzucano mnie zbyt natarczywie.
Po prostu nie mam st贸p, kt贸re w偶eraj膮 si臋 w kamie艅 ch艂odny
cho膰 g艂owie mej nie brak polotu
ku szybowaniu w przestrzeni s艂贸w,
kt贸re unosz膮 ku gwiazdom.
Nie te s艂owa,
nie te gwiazdy,
kt贸rych potrzeba
B臋dziemy powietrzem dla p艂uc i wod膮 dla k膮pieli
a tak偶e py艂em
kt贸ry otrz膮sn膮 z sanda艂贸w przed z艂o偶eniem do grobu,
gdy z ust naszych padnie konieczny okrzyk Ave.
A my we wszystkim tylko
jak oddech szara艅czy na po偶artej 艂膮ce
z nadziej膮 w czym艣, co zwykli艣my nazywa膰 sercem,
Polonia Polacy w Niemczech
|