Polacy w Niemczech 4

 

Słuchaj radia

po polsku

Polacy w Niemczech 5

kliknij - tutaj

 

Polacy w Niemczech 8

Zamów

Magazyn Polonii

PO-PROSTU

www.po-prostu.eu/

Polacy w Niemczech 9

Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

Zdrowie
w rodzinie!
 
Polacy w Niemczech 10
 
kliknij
Wiecej info

Pomoc psychologa!

 
Polacy w Niemczech 11
 
kliknij
Wiecej info.
Medycyna naturalna!
 
Polacy w Niemczech 12
 
 
Kliknij - Wiecej info.

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

Polacy w Niemczech 13

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

Tłumacz

przysięgły języka

POLSKIEGO

DOMINIKA HILGER

kliknij - Wiecej Info.

Tłumaczenia i

Informacje

Polacy w Niemczech 14

kliknij - Wiecej info.

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

Polonia w Niemczech 6

Sprawa budowy tak zwanego Centrum Wypędzonych w Berlinie ...
...stanowiła przez pewien czas coś w rodzaju cienia na kształcie stosunków polsko-niemieckich, a nawet pojawiała się w czasie ostatnich kampanii wyborczych po obu stronach Odry. Dziś w poważnych kręgach politycznych nieco ucichła. Autorem poniższych uwag jest Jürgen Wahl (ur. 1929), pod koniec II wojny światowej jako nastolatek został zmobilizowany jako tzw. Flakhelfer (w służbie pomocniczej obrony przeciwlotniczej). Pisarz i dziennikarz, były szef działu zagranicznego chadeckiego tygodnika “Rheinischer Merkur“ z Bonn, doradca partii chadeckich i specjalista ds. integracji europejskiej. Od ponad 30 lat zaangażowany w proces polsko-niemieckiego pojednania. Za zasługi w tej dziedzinie oraz za pracę dziennikarską odznaczony przez prezydentów Polski i Niemiec.
 
W Niemczech - wolno postawić dziś taką tezę – projekt ten nigdy nie miał szans powodzenia. Dlaczego?
Erika Steinbach starała się stworzyć wrażenie, że jej koncepcja ma charakter europejski, gdyż w jej “Centrum” uczczone miały być rzekomo “także inne wypędzenia”, nie tylko Niemców. Była to tylko pusta fraza, gdyż dla wszystkich mediów oraz dla autorów publikowanych w prasie listów do redakcji było od początku jasne, że motorem inicjatywy jest Związek Wypędzonych - a to określało jednoznacznie jej charakter.
Z tego punktu widzenia zbędny był spór o miejsce, gdzie takie “Centrum” miałoby zostać zbudowane - a spór ten toczył się długo, także między rządem a opozycją w Berlinie. Jedni chcieli Berlin ŕ tout prix, inni uważali, że to niebezpieczne; jedni i drudzy najwyraźniej nie dostrzegli - jeszcze - “tapety”, jaką Związek Wypędzonych usiłował pokryć swój faktyczny projekt. W wielu miejscach - np. na stronach internetowych - można było jednak bez problemu przeczytać, że dla “fanów” Eriki Steinbach (w większości dość wiekowego już jej zaplecza w BdV) w grę wchodził wyłącznie “czysto niemiecki” pomnik wypędzeń - i że ludzie ci do dziś nie zaprzestali podżegać bezwstydnie do nienawiści wobec Polaków czy Czechów.
Co uderzające: zarówno grupa skupiona wokół Eriki Steinbach, jak lewicowe raczej środowisko polityków i intelektualistów pod przywództwem posła SPD Markusa Meckela (które słusznie domaga się, aby o wypędzeniach mówić bez uprzedzeń i tym samym w sposób “wyzwalający”, posuwający rzecz do przodu) - otóż obu tym środowiskom nie udało się przyciągnąć wiarygodnych przedstawicieli młodego pokolenia.
W Polsce często można usłyszeć opinię, że przewodnicząca chadecji (CDU) Angela Merkel popiera Erikę Steinbach. Prawdą jest tylko, że Merkel broniła się przed tym, aby od początku wykluczyć Berlin. Potem natomiast, gdy partie chadeckie CDU/CSU postanowiły przyjrzeć się bliżej planowi Związku Wypędzonych, wniosek - do którego doszli prawie wszyscy członkowie prezydium CDU - brzmiał mniej więcej tak: “Po pierwsze: należy zawiesić dyskusję - i to jak najszybciej! - i dać sobie czas do namysłu. Po drugie: cały projekt trzeba przemyśleć od początku i całkowicie na nowo”. W takim duchu rozmawiali również (prywatnie) dwaj przyjaciele - Helmut Kohl i Władysław Bartoszewski - podczas ich niedawnego spotkania w Krakowie.
Jako człowiek przez wiele lat zaangażowany w proces pojednania polsko-niemieckiego i doradzający w tej kwestii partiom chadeckim - uważam, że w obecnej sytuacji potrzebujemy wspólnej strategii, która mogłaby na przykład wyglądać tak. Najpierw - to etap pierwszy - znana i uznawana powszechnie osobistość, jak np. Vaclav Havel - albo jakiś inny, aktywny jeszcze prezydent - powinien powołać zespół dyskusyjny (temat jego prac: “Wypędzenia w XIX i XX wieku”), który mógłby obradować np. w Görlitz/Zgorzelcu, a na pewno z dala od Berlina i każdego innego medialnego teatru (nie sądzę przy tym, aby rację miał Aleksander Kwaśniewski, który mówił, że trzeba by zacząć od roku 1917; lepiej było przyjąć inną datę: około roku 1870).
Na drugim etapie potrzebna byłaby naukowa debata - zarówno w kręgach akademickich, jak też instytucji zajmujących się oświatą. I wreszcie etap trzeci: politycy podejmują decyzję, gdzie i jak można na stałe badać i mówić o problemie wypędzeń, nie pomijając aspektu winy. Patronat nad takim miejscem powinna przejąć Rada Europy, a nie niemiecki Związek Wypędzonych, który - trzeba powiedzieć to wprost - żyje iluzjami. Bo czy można np. zapomnieć, że to Związek Wypędzonych do końca występował, i to gwałtownie, przeciw ostatecznemu uznaniu granicy na Odrze w 1990 roku oraz traktatowi z Polską o dobrym sąsiedztwie z 1991 roku?
W Polsce słychać też czasem głosy, że działania Eriki Steinbach to “przedpolityczne” przygotowania do wysunięcia przez Berlin nowych roszczeń materialnych pod adresem Polski. Proszę o wybaczenie, ale jest to reakcja nieco histeryczna. Żaden niemiecki rząd - ani chadecki, ani socjaldemokratyczny - nie popierał, nie popiera i nie poprze takich absurdalnych roszczeń. Podobnie jak żaden kraj Unii Europejskiej nie uznał za stosowne poprzeć materialnych roszczeń Związku Wypędzonych, które organizacja ta formułowała podczas niedawnych zmagań o rozszerzenie UE na Wschód. W sensie politycznym Erika Steinbach i jej postulaty od lat pozostawały i pozostają w sferze (nie-)pobożnych życzeń, bez szans na polityczne poparcie.
Warto też zaznaczyć, że nie ma w Niemczech czegoś takiego jak “ci” wypędzeni: o ile w Niemczech statystycznie żyło 18 milionów prawdziwych wypędzonych (tj. tych, którzy musieli opuścić swoje domy w krajach Europy Środkowej po 1944 roku) oraz ich bezpośrednich potomków, o tyle wypędzeni ci byli zawsze środowiskiem bardzo zróżnicowanym. Wielu z nich, dziś już zresztą najczęściej nieżyjących, angażowało się szczerze na rzecz pojednania z Polską. A spośród członków Związku Wypędzonych może pół miliona osób (raczej “tylko” niż “aż”) myśli podobnie jak Erika Steinbach. Co jest jeszcze ważne: bez subwencji państwowych struktury Związku Wypędzonych dawno przestałyby istnieć. I o ile takie subwencje na prawdziwą i neutralną politycznie działalność kulturalną mają sens, o tyle “Centrum” funkcjonariuszki BdV, Eriki Steinbach, nie zasługuje na choćby jednego eurocenta.
Mamy dzisiaj w Polsce i w Niemczech wiele innych problemów. Proszę moich polskich przyjaciół, by chocholi taniec Eriki Steinbach potraktowali tak, jak na to zasługuje: jako nie mające znaczenia kręcenie się w kółko. Związkowi Wypędzonych nie udało się w przeszłości powstrzymać pojednania polsko-niemieckiego, i nie uda mu się to także w przyszłości.
*  *  *

Kanclerz Niemiec Angela Merkel zamierza doprowadzić do upamiętnienia w Berlinie wypędzenia Niemców – potwierdziła to podczas wczorajszego wystąpienia na konferencji "60 lat wypędzenia - 60 lat dróg do pojednania", jaką zorganizowała frakcja CDU/CSU w Bundestagu. Kanclerz chce, by do upamiętnienia doszło w duchu pojednania. Niemieccy eksperci są zdania, że unikanie dialogu na ten temat przez polski rząd może spowodować, że Polska w efekcie końcowym pozbawi się możliwości wpływu na kształt niemieckiego projektu.  Wczorajsze wystąpienie kanclerz Merkel było jasnym sygnałem. Placówka upamiętniająca los wypędzonych po drugiej wojnie światowej Niemców powstanie w Berlinie, nie wiadomo tylko jeszcze kiedy i gdzie. Dokumentacja, połączenie w większą sieć placówek oraz duch pojednania mają charakteryzować przyszłą placówkę, dla której powinno się znaleźć w Berlinie adekwatne miejsce – powiedziała Angela Merkel. Kanclerz Niemiec stwierdziła, iż dwa miliony osób nie przeżyły fali wypędzeń, dlatego upamiętnienie ich losu jest ważnym elementem niemieckiej tożsamości. Merkel nie zapomniała podkreślić, że przyczyny cierpień leżą w narodowym socjaliżmie. Winne tej tragedii są niezmierzone zbrodnie, cierpienia wojenne i zniszczenia wywołane przez nazistowskie Niemcy -  powiedziała kanclerz. Angela Merkel poparła równocześnie udział środowisk wypędzonych w publicznym projekcie. Zdaniem ekspertów do takiego rozwoju przyczyniła się również blokada dialogu na ten temat z Polską. Kai Olaf Lang z Fundacji Nauka i Polityka w Berlinie:

Kai Olaf Lang uważa, że Angela Merkel wczorajszą wypowiedzią ponownie zasygnalizowała gotowość takiego dialogu. Zdaniem berlińskiego politologa Polska powinna na ten sygnał odpowiedzieć.

Jeżeli do dialogu wkrótce nie dojdzie, coraz mniejsze będzie prawdopodobieństwo wpływu Polski na kształt przyszłej placówki w Berlinie. W kręgach chadeckich decyzja o powstaniu nowej placówki w Berlinie uchodzi za sprawę zamkniętą. Pozostaje jedynie otwarta kwestia tego, jak tą decyzję zrealizować we współpracy z Polską. Realizacja projektu upamiętniającego losy wypędzonych jest zawarta w koalicji rządowej chadeków i socjaldemokratów. Oba obozy polityczne podkreślają, że nie chodzi o centrum przeciwko wypędzeniom, jakiego domaga się szefowa związku wypędzonych Erika Steinbach, lecz o publiczną placówkę, której częścią mogłaby być dokumentacja losów wypędzonych.

Róża Romaniec

Polonia Polacy w Niemczech