Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

kliknij - Loty

 

 
Zdrowie
w rodzinie!
 
 
kliknij
Wiecej info
 
 

 

Pomoc psychologa!
 
 
 
 
kliknij
Wiecej info.
 
 
 
 
Medycyna naturalna!
 
 
 
 
Kliknij - Wiecej info.
 
 

 

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

 

 

TŁUMACZ PRZYSIEGŁY J. POLSKIEGO

DOMINIKA HILGER

kliknij - Wiecej Info.

 

 

Księgarnia Polska

codziennie nowa

bogata oferta

www.polbuch.de

 

 
Porady prawne
 

kliknij

Prawo

 

 

OKNO

witryna poetów

kliknij - Okno

 

 

Porady Ekonomiczne

Zabezpiecz swoja przyszlosc

kliknij

PORADNIK
 

 

 

Naprawa samochodow w Polsce

kliknij

Wiecej info.

 

 

TLUMADCZENIA I INFORMACJE

kliknij

Wiecej info.

 

 

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

 

 

Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polski

w Monachium

 

Adres

Röntgenstr.5,

 81679 München

Tel: 089/4186080,

Fax: 089/471318

Godziny pracy:

poniedziałek,czwartek, piątek

9.00 – 13.00,

wtorek 14.00 – 18.00.

 

 

Tanio

do Polski

www.reisenachpolen.info

kliknij

Podroze

 

 

Ks. prof. Witold Broniewski

Integracja dialogowa

(Ogólnoniemiecka Sesja Polonijna - Stuttgart 2007)

1. Uwagi wstępne

W Niemczech w ostatnich latach sporo mówi się o integracji. Inna sprawa, czy częste poruszanie tego tematu idzie w parze z dostatecznym przemyśleniem tego zagadnienia. W niniejszym eseju będzie mowa o integracji dialogowej, czyli o integracji dokonującej się na sposób dialogowy, a więc przy pomocy, czy mocą dialogu. Autor zamierza najpierw przedstawić pokrótce duchową sytuację wyjściową, w której zamierzona integracja ma miejsce. Z kolei pragnie on ukazać potrzebę dialogu. Aby wywody były uzasadnione, potrzeba oczywiście pokusić się o określenie istoty dialogu. Po czwarte, należy bliżej rozpatrzeć dialog w kontekście integracji. Po piąte, zachodzi też potrzeba określenia samej integracji. Że – po szóste - omówienia domaga się cel integracji dialogowej, nie trzeba dodawać. W każdym razie mniejszości kulturowe powinny mieć świadomość tego, co chcą osiągnąć poprzez integrację dialogową. Ale i społeczność większości, czyli społeczność gospodarzy powinna sobie jasno uświadomić, czemu powinna służyć integracja. Wreszcie – po siódme - obie strony integracji dialogowej czy dialogu integracyjnego powinny sobie zdawać sprawę z korzyści płynących z integracji, o której tu mowa.

2. Sytuacja wyjściowa poprzedzająca integrację dialogową.

Wydaje się, że bodaj wszystkie kraje europejskie znamionują trzy zjawiska, a mianowicie pluralizm, wielokulturowość oraz zróżnicowanie czy też rozwarstwienie wykształceniowo– społeczne. Ale nie koniec na tym. Niemal wszystkie kraje Europy cechują dwa dalsze zjawiska. Otóż w większym czy mniejszym stopniu uczestniczą one we wspólnej kulturze europejskiej. Po drugie, wszystkie też tkwią korzeniami w wierze chrześcijańskiej oraz w kulturze wyrosłej z chrystianizmu. Rzecz jasna, iż te podstawowe znamiona krajów i społeczności europejskich domagałyby się zróżnicowanego opisu – choćby bardzo zrembowego. Trzeba jednak – w ramach tego artykułu – ograniczyć się do kilku uwag. Pluralizm oznacza różnice – niekiedy znaczne i znaczące – w pojmowaniu człowieka, kultury, historii, świata, Boga, ale i wartości, ideałów, norm i zasad. Stąd z pluralizmem łączą się często niemałe różnice poglądów i postaw, a w następstwie dotkliwe podziały i napięcia, do konfliktów włącznie. Wielokulturowość oznacza zazwyczaj różne języki rodzime, niekiedy różne religie lub wyznania. Niezrozumiałe języki, odmienne religie, obce obyczaje i zwyczaje mogą powodować dalsze bariery, a w następstwie poczucie obcości, lęk przed niepewnością, zagrożeniem, czymś nieswoim. Wszakże klimat duchowy z tym związany może mieć też całkiem inny wydźwięk; - poczucie wspólnoty na przekór różnicom, poczucie barwniejszego i bogatszego duchowego życia – w zgodzie i harmonii. Nie bez znaczenia dla kształtu i ducha wspólnego życia i obcowania ze sobą są z jednej strony różnice w wykształceniu, a z drugiej strony, w dostatku czy niedostatku, w wysokiej czy niskiej pozycji społecznej. Mogą tu zachodzić takie zjawiska jak pewna obojętność, nieczułość, wręcz lekceważenie, czy to ludzi miernie wykształconych czy „biedaków”. Wypada zwrócić też uwagę na tradycje wielokulturowe danego społeczeństwa czy też na odwrót, na brak takowych. Kraje, które w przeszłości nie uznawały praw mniejszości do własnego języka, własnej kultury, do własnej religii, do własnych zwyczajów, muszą się dopiero tego wszystkiego nauczyć, a stąd innego stylu obcowania z byłymi ofiarami dyskryminacji.

3. Potrzeba i istota dialogu.

Ani pluralizm, ani wielokulturowość, ani zróżnicowanie wedle poziomu wykształcenia (kultury osobistej) oraz wedle majątku i pozycji społecznej jako takie, nie uczą jak przezwyciężać podziały, napięcia, konflikty, poróżnienia, chłód czy brak więzi międzyludzkich, które wielokrotnie prowokują. Stąd współpraca, jedność, wspólnota, pokój społeczny, przezwyciężenie lęków i obaw muszą przyjść skądinąd. To właśnie w takiej sytuacji powstaje potrzeba dialogu. Tak jawi się pierwsza osobliwość dialogu. Tam, gdzie inni stawiają bariery, budują mury, tworzą różnego rodzaju getta, klany... dialog zdolny jest budować mosty, godzić i łączyć. Dialog może się okazać lekiem na zazdrość, zawiść, znieczulenie, egoizmy itd. Żadna społeczność nie może uzyskać godnego, człowieczego oblicza - bez dialogu. Dotyczy to również integracji - aby obyła się bez strat (zwłaszcza strony słabszej).

Zauważmy już w tym miejscu, iż dialog służy w każdym razie dwóm celom. Po pierwsze, umożliwia godny sposób obcowania stron ze sobą. Umożliwia zatem godny sposób odnoszenia się do drugiej strony i „obchodzenia” się z nią. Po drugie, dialog pozwala na załatwienie jakiejś ważnej sprawy – w tym wypadku właśnie integracji. Dialog stwarza dogodną i godną, pożądaną i szlachetną, moralną sytuację wyjściową. Dlaczego? Ponieważ zakłada podmiotowość jednej i drugiej strony. Innymi słowy, zakłada partnerstwo i równouprawnienie. To ostatnie dlatego, ponieważ nie narusza w każdym razie godności osoby ludzkiej (czytaj drugiej strony) oraz jednakowych, podstawowych praw ludzkich wszystkich uczestniczących partnerów. Dialog nie pozwala na przedmiotowe traktowanie drugiego, ale owszem domaga się podmiotowego traktowania drugiego, czyli partnera. Dialog nie dopuszcza jednostronności, skoro zasadza się na dwustronności. Dlatego też znosi postawę „nakazową” względem partnera. Nie godzi się na wykorzystywanie pozycji silniejszego – czyli na postępowanie z pozycji siły względem słabszego.

Nie trudno zauważyć, że dialog nie jest możliwy bez znacznej dojrzałości duchowej: moralnej, intelektualnej i religijnej. A dojrzałości nie zdobywa się – w sobie czy innych – na taki sposób jak np. produkuje się komputery. Ani na taki sposób, jak uprawia się zboże lub rzodkiewki – czy hoduje się jak cielaki czy prosięta. Widać stąd, że dialog zakłada wysoką kulturę osobistą, wspólnotową, społeczną, narodową. Ale co to znaczy konkretniej? Dialog może się narodzić tam, gdzie co najmniej usiłuje się przezwyciężyć pewne postawy ujemne. Są to z jednej strony takie postawy jak wyniosłość, zarozumiałość, arogancja, buta..., a z drugiej strony wrogość, szczególnie nienawiść, wola zemsty i odwetu... czy choćby pogarda, lekceważenie. Gdzie panują takie postawy, istnieje skłonność i skorość do użycia siły i przemocy, poniżania, a nawet okrucieństwa, maltretowania. Wszystko to przekreśla możliwość narodzenia się dialogu.

Trzeba uwzględnić jeszcze dalsze przeszkody na drodze do dialogu. Póki panują takie postawy jak zacietrzewienie, zawiść, nieżyczliwość, sejmikowate nastawienie, zrażanie drugich choćby niechęcią podjęcia rozmów i spotkań, co najmniej trudno o dialog. W zbliżeniu dialogowym nie pomogą, rzecz jasna, kłótliwość, przewrażliwienie, skłonność do łatwego obrażania się czy obrażania innych, brak poczucia miary, konfliktowość, uprzedzenia, przesądzanie z góry, itp.

Spójrzmy teraz na postawy dodatnie, które sprzyjają woli spotkań, rozmów, obcowania ze sobą, słowem woli dialogu. Trzeba tu wymienić życzliwość i postawę przyjazną, postawę otwartą oraz dobrą wolę. Dialog można opisać jeszcze inaczej. Widzieliśmy już, że zakłada on odpowiednio pojęty wątek podmiotowy. Ale zakłada również właściwą sobie osnowę przedmiotową, „rzeczową”. Dialog zasadza się na dążeniu do prawdy, sprawiedliwości i miłości, a w każdym razie do postępowania życzliwego i przyjaznego. Ale to potrójne dążenie, które z czasem przemienia się w szczere miłowanie prawdy, sprawiedliwości, miłości, nie może pozostać „ogólne i oderwane”. Oznacza to, że każdy z uczestników dialogu usiłuje oceniać siebie samego, a także swoich partnerów, a dalej samo dialogowe obcowanie ze sobą, wreszcie „sprawę”, o którą chodzi w danym dialogu – np. integrację w potrójnym świetle prawdy, sprawiedliwości i miłości. A zatem dialog nie ma do czynienia z „człowiekiem w ogóle”, „człowiekiem jako takim”, ale z konkretnymi tymi oto osobami, względnie tymi oto wspólnotami „hic et nunc”.

Prowadzący dialog dostrzegają swoich partnerów nie tylko w świetle ich tożsamości, ale też w świetle ich sytuacji zarówno zewnętrznej jak i wewnętrznej. Stąd dążenie do prawdy oznacza dążenie do prawdy ujednostkowionej. Podobnie jest ze sprawiedliwością i miłością. Okazuje się więc, że dialog przejawia się rozmaicie: w spotkaniach, rozmowach, obcowaniu, wreszcie w sprawach, którym ma służyć, po to, aby je rozważać i w miarę możności rozwiązać. Ukazuje się tedy dialog jako metoda – postawa; - jako wstępny cel, jako droga, jako cel sam w sobie, jako „duch” ożywiający spotkania, rozmowy, obcowanie ze sobą, jako rozwiązywanie spraw do załatwienia. Mówiąc najogólniej; - w dialogu liczy się miłość bliźniego! Warto o tym pamiętać, aby ta ostatnia nie była traktowana jak dekoracja na obrzeżach życia. Miłość bliźniego – a wraz z nią dialog – po to jest, aby przenikać wszystkie kontakty, przebywanie, obcowanie z ludźmi, wszelkie ich traktowanie – wszystkich i kogokolwiek, niezależnie od rasy, języka, pozycji społecznej, wykształcenia, talentów, kultury osobistej, usposobienia, narodowości, religii...

4. Co to znaczy „integracja”?

Najogólniej mówiąc trzeba najpierw zwrócić uwagę na to, iż integracja wiąże się z dążeniem do pewnej jedności w takiej czy innej wielości. Ale tak jak istnieją różne rodzaje wielości, tak też istnieją różne rodzaje jedności. I tak, dążenie do jedności w pluralizmie oznacza co innego, aniżeli dążenie do jedności w wielokulturowości! Dążenie do pewnej jedności w społeczeństwie, w którym istnieją różne religie czy wyznania, to nie to samo, co dążenie do jedności w społeczeństwie rozwarstwionym pod względem poziomu wykształcenia, czy pod względem stanu posiadania. To nie wyklucza istnienia wspólnoty podstawowej, na przekór wszelkim różnorodnym zróżnicowaniom. Tę wspólną podstawę stanowi w każdym razie wspólna wszystkim godność osoby ludzkiej oraz wspólne wszystkim te same podstawowe prawa człowieka. W określonych społecznościach mogą istnieć dalsze wspólne podstawy – choćby nie tak „dokorzenne”, źródłowe, jak w pierwszym przypadku. Taką wspólną podstawę może stanowić dla przykładu wspólna tradycja chrześcijańska. A dalej, wspólna tradycja grecko-rzymska. „Wspólna” może oznaczać w konkretniej sytuacji „prawie wspólna”, względnie w każdym razie „większościowa”. Do wspólnych podstaw niekiedy zaliczyć można czy to wspólną konstytucję, czy dla przykładu zaakceptowanie zasad katolickiej etyki społecznej.

Wróćmy do samej integracji. Rozważyć pragniemy integrację w społeczeństwie, w którym istnieją różne języki, różne kultury, a często także różne religie. W następstwie mamy do czynienia ze społeczeństwem, w którym żyją jednostki czy mniejszości różnych tożsamości kulturalnych. Widzieliśmy już, iż dialog – jeśli i jedna i druga strona zechce zdobyć się na postawę dialogową – stanie się rękojmią godnego i szlachetnego odnoszenia się do siebie nawzajem. Innymi słowy dialog gwarantuje prawa i przyjazne obcowanie ze sobą uczestniczących stron-partnerów.

A jak przedstawia się sprawa w dialogu integracyjnym – czyli spotkanie osób, czy wspólnot o różnej tożsamości kulturalnej?

Świadomie użyłem słowa spotkanie, a nie zderzenie. Otóż duch i prawa dialogu domagają się zachowania sprawiedliwości. W tym wypadku sprawiedliwość oznacza nienaruszanie, co więcej uszanowanie i afirmację tożsamości kulturalnej strony słabszej, a więc mniejszościowej. Oczywiście dotyczy to również tożsamości „większościowej”, skoro obie strony zobowiązane są do sprawiedliwości. Natomiast ze względu na znacznie silniejszą pozycję strony większościowej, obawa podważenia jej tożsamości nie istnieje. Kraj osiedlenia dysponuje całym aparatem państwowym oraz wszystkimi instytucjami państwowymi. Po jego stronie jest zazwyczaj cała potęga gospodarcza, duża część mediów, oświaty i instytucji kulturalnych. Dlatego krajowi osiedlenia na na ogół nie grozi utrata czy osłabienie tożsamości kulturalnej ze strony mniejszości w nim osiadłej.

Czy strona mniejszościowa ma zatem poprzestać na zachowaniu swego języka i swojej kultury – wraz z wartościami i ideałami tej ostatniej? Czy wystarczy bronić tej duchowej, rodzimej schedy, aby ją obronić?

Ograniczanie się do postawy czysto obronnej musiałoby okazać się zarówno bardzo trudne – jeśli zważyć silny napór języka i kultury otoczenia, czyli kraju osiedlenia – jak i niezbyt mądre. Obronić swój język i swoją kulturę, szczególnie zaś to, co w niej jest wielkie to jedno, a jednoczesne przyswojenie sobie języka, kultury, wartości strony większościowej, to druga sprawa. Słowem, mądre i lepsze rozwiązanie polega na dwujęzyczności i dwukulturowości.

5. Dwa słowa o dwujęzyczności i dwukulturowości.

Język można pojmować różnorodnie – wężej lub szerzej, czy nawet całościowo. Tu chodzi o to drugie. Język, względnie mówienie wpisane jest w sedno człowieczeństwa, skoro człowiek to m.in. istota mówiąca. Rozmowy zajmują nader ważkie miejsce w życiu człowieka. Raczej nie do pomyślenia byłaby więź międzyludzka, przebywanie i obcowanie ze sobą, współistnienie, a także spotkania, życie towarzyskie... gdyby zabrakło języka. Każdy łatwo może przekonać się o tym, ile razy przebywa w obcym środowisku, kiedy „nie rozumie ani słowa”. Bez języka jednostka jest zagubiona. Język potrzebny jest też do jakiegokolwiek załatwienia jakiejkolwiek sprawy. Wiele zawodów polega w dużej mierze na stosownym mówieniu. Co mógłby „wskórać” nauczyciel, duszpasterz, polityk, sędzia, lekarz... bez języka. Można wymieniać krocie innych zawodów. Przynajmniej tam, gdzie praca oznacza współpracę, nieodzowny jest język. Nie koniec na tym. Do wyrażania uczuć potrzebny jest język, choćby skądinąd bardzo niedoskonały. Czy to tworzenie, czy szerzenie kultury lub oświaty, domaga się języka. Zresztą także uczestniczenie w życiu kulturalnym nie obywa się bez języka. Słowem, pozbawienie języka ogromnie utrudnia i ogranicza życie, a także zubaża je. Zresztą podkreślanie przesądzającej roli języka wcale nie podważa wagi milczenia oraz gestów. Mówienie współtworzy postępowanie człowieka – towarzysząc czynom, oraz umożliwiając przekazywanie myśli i zamysłów, które bez słów prawie nie miałyby szans „dotarcia” do drugiego człowieka.

Mówiąc tu o języku mamy w pierwszym rzędzie na myśli język ojczysty. Zazwyczaj tzw. normalny śmiertelnik zna względnie dobrze jedynie swój język ojczysty. Jeśli pominąć lata dziecięce, kiedy dziecko jakby w lot potrafi się nauczyć dalszego języka, zazwyczaj tzw. normalny śmiertelnik zna względnie dobrze jedynie swój język ojczysty. Dwukulturowość, rzecz jasna nie spada z nieba. Jest rzeczą równie świadomego, co mądrego wyboru. Ale sam wybór nie wystarcza. Bez wieloletniego wysiłku – a konkretniej bez upartego zmagania się ze sobą oraz wytrwałego zmagania się z nową kulturą rodzimą, dwukulturowość powstać nie może.

Zauważmy, iż dwukulturowość rodzi się jedynie, kiedy jakby przenikają, względnie nakładają się na siebie dwie kultury rodzime w jednym podmiocie. Nie można natomiast mówić o dwukulturowości, kiedy jedna z kultur jest bądź kulturą ogólnoludzką (światową), bądź najwyższą, wzorcową kulturą powszechną, bądź takim czy innym wielokulturowym kręgiem kulturowym. Mimochodem warto jednak podkreślić, iż o żywotności, bogactwie oraz głębi każdej kultury rodzimej świadczy to, czy otwiera się na wymienione twory kulturowe. Wobec niemożności szerszego opisu tych ostatnich, ograniczymy się do zaledwie zrębowych określeń. Ogólnoludzka kultura światowa, to jakby wypadkowa istotnych, znaczących, wielkich osiągnięć twórczości kulturalnej całej ludzkości – zresztą nie tylko w dobie obecnej, ale i także w dotychczasowej przeszłości. Krąg kulturowy stanowi splot kilku, czy kilkunastu kultur rodzimych – zazwyczaj wyrastających z jakiejś religii światowej, wokół niej też skupionych i jakby w niej zogniskowanych. Mamy tu na myśli czy to chrześcijański krąg kulturowy, czy islamski, czy buddyjski...

Chyba najtrudniej określić idealną, wzorcową kulturę powszechną. Oznacza ona coś więcej, aniżeli światowa kultura ogólnoludzka. Od tej ostatniej różni się ona m.in. tym, że pozostaje otwarta na dalsze poszukiwania prawdy i to bynajmniej nie tylko w obrębie nauk; - po drugie tym, że nastawiona jest na żywy dialog między poszczególnymi dziedzinami ducha; - np. między naukami szczegółowymi (dla przykładu historycznymi) a filozofią, i po trzecie tym, że nastawiona jest na kształtowanie wielkich osobowości i na tworzenie kultury więzi międzyosobowych. Po czwarte tym, że z mocą usiłuje afirmować wartości, które czekają na twórczość człowieka, np. estetyczną i moralną; - po piąte tym, że stanowczo nie zgadza się na samo tylko „rozliczenie” zła świata, starając się je przezwyciężyć. Chodzi zatem o stanowczą walkę ze złem, ale tak aby usiłować zło dobrem zwyciężyć.

Wróćmy do dwukulturowości. Ideałem z pewnością byłoby łączenie dwóch kultur rodzimych w duchu idealnej, powszechnej kultury wzorcowej. Trzeźwość i wynikająca stąd skromność każe nam zdać sobie sprawę z tego, iż pełne przyswojenie sobie („opanowanie”) jakiejkolwiek bardziej rozwiniętej kultury rodzimej – nie wyłączając ojczystej! – jest dzisiaj po prostu niemożliwe. A to nie tylko ze względu na tzw. lawinę wiedzy, czy lawinę twórczości artystycznej. Poszczególna jednostka musi zadowolić się przy próbie łączenia w sobie dwóch kultur czymś znacznie skromniejszym. Do osiągnięcia jest co najwyżej łączenie pewnych istotniejszych „obszarów”, połaci kultur rodzimych. Oznacza to najpierw, że do kultury należy podchodzić jakościowo, a nie ilościowo. Inaczej porażka jest nie do uniknięcia. Mówiąc inaczej, liczą się głównie wielkie przejawy nowej kultury do przyswojenia! Otworzyć się na nie i starać się o to, aby w miarę możności do nich wedle sił dorastać. Oto pierwszorzędne zadanie w dążeniu do dwukulturowości.

 Sprawa wszakże nie jest prosta. Najpierw dlatego, ponieważ niemal każda kultura – przynajmniej w tzw. świecie zachodnim – jest pluralistyczna. Stąd spotkanie i obcowanie z nową kulturą rodzimą domaga się oceny i wyboru. Niespójna kultura pluralistyczna zawiera sporo składników sprzecznych, a więc nie do pogodzenia. Dlatego dążący do dwukulturowości, niektóre czynniki może przyswoić sobie, a inne przyjąć tylko do wiadomości. W tym wypadku wybór oznacza zarazem selekcję. Dwukulturowość jednostki oznacza zatem kulturę podwójnie wybiórczą. Tak, jak jednostka ocenia i wybiera nową kulturę na zasadzie przyswojenia sobie, względnie nieprzyswojenia sobie, lecz odrzucenia, tak przedtem postępuje także względem własnej kultury ojczystej! Ocena i wybór pierwszej i drugiej kultury poprzedza porównanie ze sobą jednej i drugiej. Końcowa dwukulturowość, to trzecia kultura jednostki. Jest to kultura scalająca różniąca się zarówno od kultury ojczystej, jak i od kultury kraju osiedlenia.

Powstawanie tej trzeciej kultury, jakby wypadkowej, dokonuje się bodaj na trzech płaszczyznach. Pierwsza płaszczyzna jest natury poznawczej. Opiera się na poznawaniu kultury ojczystej i nie ojczystej oraz zdobytej drogą „zdobywania” wiedzy o jednej i drugiej kulturze. Druga płaszczyzna dotyczy wartości i ideałów obu kultur. O ile wiedzę się wyszukuje i ma, o tyle wartości i ideały się wybiera i przyswaja, względnie odrzuca. Trzecia płaszczyzna dotyczy Boga względnie jakiegoś absolutu. Boga względnie absolut, jednostka usiłuje poznać i miłować. Ale nie każde ustosunkowanie się do Boga (czy absolutu) kończy się umiłowaniem. Ustosunkowanie wówczas kończy się obojętnością, nawet niechęcią, oporami, nawet wrogością czy wręcz nienawiścią.

Ale wyrażenie „kończy się” jest tu raczej mylne. Często należałoby dodać: kończy się „tymczasem”. To opowiedzenie się „za” lub „przeciw” może się zmienić, nawet gruntownie. Jak widzimy, do dwukulturowości dochodzi się przez porównania, oceny, wybory, „dobory”, przyswojenia lub odrzucenia. Wybory w obliczu pluralizmu zmierzają ostatecznie ku wyborowi najwyższemu w obliczu Boga lub absolutu. Dodajmy jeszcze, że wybór Boga lub odrzucenie go, „rzutuje” jakby zwrotnie na pojmowanie człowieka, siebie samego, świata, kultury, historii, wartości i ideałów. Widać, że dwukulturowość niesie ze sobą wyzwanie do ważkich wyborów. Wyzwolić to może znaczące ożywienie duchowe jednostki.

6. Owoce i korzyści dwukulturowości.

Na dwukulturowości nikt nie traci, a wszyscy mogą na niej zyskać. Nie wszyscy to jednak rozumieją! Nierzadko zdarza się, że zamiast dwukulturowości wybierana jest bądź postawa zamknięta, czy wręcz getta i kto wie czy nie zastoju, bądź porzucenia swej kultury ojczystej i swej tożsamości kulturowej. Tą drugą postawę niekiedy nazywa się asymilacją. Oznacza ona rodzaj dosyć ślepego przystosowania się, wątpliwego upodobniania się i jakąś formę wyobcowania. Można niekiedy odnieść wrażenie, że niektóre kraje osiedlenia – nie rozumiejąc korzyści dwukulturowości – sprzyjają tej drugiej tendencji. I tak powstaje widmo zwane po angielsku „melting - pot”.

Jeśli co najmniej drugie i trzecie pokolenie – oczywiście także dalsze pokolenia – nie zdobędą się na dwukulturowość, to szansa zachowania i ocalenia odziedziczonej kultury ojczystej i rodzimej tożsamości kulturowej są raczej nikłe, by nie rzec żadne. Natomiast dwukulturowość (obejmująca rzec jasna, także dwujęzyczność) pozwala nie tylko na przetrwanie, ale również na swobodne poruszanie się w podwójnej przestrzeni kulturowej. Dwujęzyczność umożliwia też podwójną przestrzeń życiową: pośród swoich i pośród społeczności gospodarzy w kraju osiedlenia. Słowem dwukulturowość oparta na dwujęzyczności niesie szansę ożywienia, poszerzenia i ubogacenia kultury osobistej. Sprawia to szansę podwójnej więzi kulturowej z krajem pochodzenia i krajem osiedlenia. Dwukulturowość jako kultura trzecia - obok pierwszej kultury ojczystej i drugiej kultury kraju osiedlenia - może owocować zarówno dla dawnej ojczyzny jak i dla nowej ojczyzny zastanej w kraju osiedlenia.

Zauważmy, że podmiotem dwukulturowości bywa zarówno jednostka, jak i rodzina, jak i dana społeczność w diasporze. Użyłem tu celowo wyrażenia diaspora – gdyż po przeobrażeniach polityczno-prawno-kulturowych – w szczególności na terenie łączącej się Europy – dawne wyrażenia „emigracja” i „Polonia” już niezbyt przylegają do tej nowej sytuacji Polaków poza krajem. Z powyższych wywodów wynika, że diaspora polska w różnych krajach Europy może owocować nie tylko gospodarczo i politycznie na rzecz Kraju, ale także kulturowo. Inna rzecz, że może musi upłynąć trochę czasu, zanim Polacy w Kraju uświadomią sobie nowe zjawisko kulturalne, nie bez znaczenia dla kultury nad Wisłą. Kto wie, ile czasu europejskie kraje osiedlenia, w których żyją Polacy, będą potrzebowały, aby na przybyszy z Polski patrzeć nie tylko jako na „czynnik” gospodarczy, ewentualnie też demograficzny, lecz również jako na nowy podmiot kulturowy, czyli na nowego partnera kulturowego. Im prędzej diaspora polska stanie się społecznością dwujęzyczną i dwukulturową, tym większy będzie mogła wnieść wkład kulturalny do obu krajów. Tym większe też będzie miała szanse na uznanie tego wkładu.