Mim1

 

Słuchaj radia

po polsku

Darmstadt

kliknij - tutaj

 

REKLAMA

Zamów

Magazyn Polonii

PO-PROSTU

www.po-prostu.eu/

Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

Zdrowie
w rodzinie!
 
zdrowie
 
kliknij
Wiecej info

Pomoc psychologa!

 
 
kliknij
Wiecej info.
Medycyna naturalna!
 
 
 
Kliknij - Wiecej info.

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

janusz-nowy

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

Tłumacz

przysięgły języka

POLSKIEGO

DOMINIKA HILGER

kliknij - Wiecej Info.

Naprawa samochodow w Polsce

kliknij

Wiecej info.

Tłumaczenia i

Informacje

kliknij - Wiecej info.

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

banerglowny

Marcin Idziński

Bolki, Lolki, Jacki i Placki – a spodlenie Polski.

To, że panowie Kaczyńscy najlepiej czują się w roli cenzorów historii Polski, wiadomo od dawna. Widzą w niej to co chcą widzieć, nie widzą tego, co jest im nie na rękę. Trudno się dziwić! - skoro polityczne zawirowania wyniosły ich do roli tej historii twórców i nagle okazało się, że epizod ten był żałosnym nieporozumieniem – skoro historia odrzuca ich, oni odrzucają historię. OK! Mechanizm jasny w wymiarze odpowiednim do tego typu uczestników. Każdy działa na poziomie własnej klasy moralnej, intelektualnej, politycznej. Wybory korygują rzeczywistość i niejako historię. Na szczęście!

Jednak gdy poziom tej awantury przenosi się na Instytut Pamięci Narodowej – to już nie jest OK! - to jest tragedią polskiej kultury politycznej i naukowej. Sprawa poważna! Nie można jej skwitować machnięciem ręki.

To, że dwaj panowie napisali książkę insynuującą (bo przecież nie udowadniającą!), że Lech Wałęsa był agentem SB, że zastosowali do tej insynuacji poważny warsztat naukowy (i sporo pieniędzy podatników) mieści się jeszcze w ramach jakiejś tam kultury, chociaż akurat mi nie najbliższej. Grzebanie w ekstrementach (bo tym przecież są akta SB) dla dobra ludzkości ma w końcu już niemałą tradycję i nie zawsze, choć zazwyczaj śmierdzi. W ekstrementach nic do jedzenia znaleźć nie można, ale obrus można nimi skutecznie pobrudzić i osmrodzić. Każdy grzebie w czym lubi!

Natomiast....

... to, że wydał ją, firmując tym samym tę insynuację IPN, już poza ramy wszelkiej kultury wypada, pozostając w politycznym, nawet nie naukowym, rynsztoku. Jest zwyczajnym nadużyciem autorytetu, którym taki instytut być powinien, jest więc dowodem absolutnego braku kultury naukowej jego kierownictwa! Jest unicestwianiem instytucji Polakom potrzebnej, poprzez jej prymitywizację

Ten brak elementarnej kultury naukowej polega przede wszystkim na...

 lekceważeniu odpowiedzialności za wynik badania naukowego! Nie jest bowiem tak, że udostępnianie wyników badań naukowych jest zawsze uczciwe i uprawnione.

To tak, jakby wynalazca śmiercionoścnej broni nie interesował się w czyje ręce ona wpadnie. Terroryści? - OK! Moja sprawa odkrywać, a nie interesować się tym, kto mego odkrycia użyje i do czego. A najlepiej, gdy użyją go wszystkie strony – to dopiero potwierdziłoby ważność mego odkrycia! Zabawa na sto fajerek!

Wynikiem takiego myślenia jest oczywiście śmierć i zniszczenie! Ćwiczyliśmy to już dawno w procesie Rosenbergów, nawiedzonych komunistów oddających wynalazek bomby atomowej ZSRR.

Porównanie może drastyczne, jednak w pełni uprawnione.

Terroryzm polityczny stosowany do niedawna przez ugrupowania, które obecne kierownictwo IPN wypromowało, jest faktem. Gołym okiem widać komu i do czego “rewelacje” IPN-owskiej insynuacji byłyi są potrzebne i do czego.

Brak odpowiedzialności IPN widać ponadto...

... w zupełnym niezrozumieniu – czym jest najnowsza historia polityczna Polski, jakie są jej uwarunkowania i jaki rodzaj oglądu naukowego jest w takim przypadku konieczny! Nie jest bowiem tak, że tym samym jest historia knajpy na Powiślu, czy pensjonatu dla panien z dobrych domów, i historia polityczna.

Do badań nad nimi właściwe są zgoła inne instrumenty i metody naukowe, zupełnie inne kryteria oceny wyników, zupełnie inna odpowiedzialność wynikająca z czasu, formy i rodzaju publikacji tych ustaleń. Już elementarna kultura każe nam zrozumieć, że są dziedziny działalności ludzkiej, do których badania i oceny konieczne jest zupełnie szczególne podejście. Taką dziedziną jest niewątpliwie najnowsza historia polityczna, której areną był tak skomplikowany teren jak komunistyczna dyktatura w Polsce.

Stanowisko, że przedmiot i teren tych badań jest taki sam jak każdy inny - jest po prostu naukową głupotą i chamstwem!

Przede wszystkim z tego powodu, że – na co zwracaliśmy już kilkakrotnie uwagę na naszej stronie – historycy (nawet IPN-owscy) nie mają instrumentów badawczych, które mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć autentyczności posiadanych dokumentów! Takie możliwości posiada jedynie kryminalistyka, z której usług jakoś panowie IPN-owcy wzdragają się skorzystać i nawet ekspertyzy dokonywane poza Polską im się jakoś dziwnie nie podobają.

Zresztą nie po raz pierwszy w naszych dziejach mamy do czynienia z tego typu nieodpowiedzialnością oceny historycznej!

Gdyby zastosowane wobec Wałęsy IPN-owskie kryteria użyć np. w stosunku do Mickiewicza, Mochnackiego i wielu innych Polaków, tworzących polską historię kulturalną, polityczną i moralną, to tych ludzi by w niej po prostu nie było, nie byłoby ich dorobku, który przecież nam wszystkim służył i służy! Oczywiście do czasu kolejnej “czystki” a'la Macierewicz czy Kurtyka pozostaliby w niej Jacek i Placek (czyli bracia Kaczyńscy), ale czeskie przysłowie mówi, że “kto chce jeść z diabłem musi mieć bardzo długą łyżkę”! W miarę rozgarnięty człowiek, a przynajmniej nie zaślepiony fanatyzmem i nienawiścią, wie, że takiej łyżki po prostu nie ma! Chamstwo polityczne uprawiane przez obecne kierownictwo IPN i jego politycznych mocodawców polega na tym, że przemienienie Polaków w “naród podejrzany”, wprowadzenie takiego myślenia w miliony niedokształconych i nieodpornych na demagogię ludzi, jest po prostu wprowadzeniem w polską rzeczywistość elementu irracjonalnego, klasycznie fanatycznego (co w dzisiejszych czasach nazywamy po prostu ekstremą), a tym samym najbardziej groźnego i to w czasach, gdy niczego innego niż rozsądek i racjonalizm temu społeczeństwu nie potrzeba, by mogło dokończyć rozpoczętą drogę do europejskiej i światowej współczesności, by mogło wyjść z biedy i zacofania kulturowego, sprowadzonego nań przed 60 z górą laty przez fanatyków , tyle że czerwonych (od krwi!).

Kołtuństwo jako program polityczny i naukowy? – warto zastanowić się nad tym, co to może dla Polski oznaczać!

Klasyczną paralelą do sprawy Bolka-Wałęsy był w czasach II RP atak ND-cji Dmowskiego na Piłsudskiego. Na podstawie podobnego autoramentu badań “historycznych” stwierdzono, że nigdy by Austria (zaborca przecież) nie zgodziła się na powstanie na jej terenie Legionów, gdyby Piłsudski nie przyrzekł zaborcy współdziałania. Dmowski jednak raz tylko pozwolił sobie na taki atak na ówczesnego już marszałka. Ten skwitował to jednym zdaniem- “Pan Dmowski jest po prostu głupi!”, a Dmowski był na tyle mądrym i rzeczywiście patriotycznym politykiem, że po prostu zamilkł! - tego właśnie nie potrafią panowie Kaczyńscy i ich dyspozycyjni historycy. U podstaw tej ślepoty i politycznego chamstwa leży oczywiście prymitywna nienawiść do inaczej myślących! Gorzej, że jest to nienawiść również do milionów tych, którzy takie myślenie odrzucili w ostatnich wyborach, raczej wyjątkową w polityce większością głosów. Na tym polega terroryzm polityczny przegranych!

Jak zawsze, w myśleniu i działaniu politycznej ekstremy, znaleźć można i element komiczny.

Cała ta afera i tak nie zmieni faktów dla Polski najważniejszych! Chociażby panom Kaczyńskim udało się obsadzić swymi ludźmi jeszcze 100 instytutów i uczynić z nich propagandowe narzędzia, choćby udało się im wyprowadzić na ulice (może nawet na barykady) swych zwolenników w beretach wszelkiego autoramentu – to i tak do wyzwolenia Polski spod komunistycznego buta, w myśl nauczania Jana Pawła II poprowadził Polaków Wałęsa, Borusewicz, Kuroń, Michnik, Mazowiecki, Geremek i wielu innych oskarżanych przez obóz PIS-owski, a nie Kaczyńscy, czy Gosiewski z Leperem i Łyżwińskim. I nie ci panowie poprowadzą Ją na miejsce należne Jej w świecie i Europie. I Bogu (na którego się nieustannie szalbierczo powołują) dzięki!

I jeszcze drobnostka na temat pojęcia”prawdy historycznej”, której “ochrona” jest programem pana Kutyki i panów Kaczyńskich.

Panowie! Trochę refleksji na czym polega to pojęcie! O jego pozachrześcijańskie znaczenie pytał już Piłat w Ewangeliach.

Obiektywną prawdą jest tylko to, co się stało w polskiej historii i istnienie jakichś papierów nie do końca jasnego autoramentu. Kiedyś wybitny aktor Jerzy Stuchr śpiewał, że “śpiewać każdy może, czasem lepiej lub gorzej”. Interpretować też sobie “każdy może”. Ale używanie do tej zabawy poważnego “Instytutu” to już poziom właśnie tej kabaretowej piosenki.

Polonia Polacy w Niemczech