Mim1

 

Słuchaj radia

po polsku

Darmstadt

kliknij - tutaj

 

REKLAMA

Zamów

Magazyn Polonii

PO-PROSTU

www.po-prostu.eu/

Taniej jak z nami

do Polski nie polecisz!

kliknij - Wiecej info

Natychmiastowa

rezerwacja lotów

Zdrowie
w rodzinie!
 
zdrowie
 
kliknij
Wiecej info

Pomoc psychologa!

 
 
kliknij
Wiecej info.
Medycyna naturalna!
 
 
 
Kliknij - Wiecej info.

niezależne i neutralne doradztwo finansowe

janusz-nowy

Janusz Czekala

kliknij - Wiecej info.

Tłumacz

przysięgły języka

POLSKIEGO

DOMINIKA HILGER

kliknij - Wiecej Info.

Naprawa samochodow w Polsce

kliknij

Wiecej info.

Tłumaczenia i

Informacje

kliknij - Wiecej info.

Izabela S. Demacker

Rechtsanwältin

Gabelsbergerstrasse 9

80333 München

Fon.: 089/85 63 63 55

Fax: 089/85 63 63 56

www.kanzlei-demacker.de

info@kanzlei-demacker.de

kliknij - Wiecej info.

banerglowny

Błazen na tronie.

(Z dr Pawłem Woźnicą rozmawia Marcin Idziński)

  • M.I. - Wiele komentarzy na temat działalności prezydenta Kaczyńskiego przybiera ostatnio charakter wręcz prześmiewczy. Znalazłem nawet taki, którego autor nazywa go wręcz “błaznem na tronie”.
  • P.W. - To do prawdy smutne! Jednak i sam prezydent nie jest tu bez winy. Przypomnijmy, że legendarny polski błazen, Stasiu Gąska, znany jako Stańczyk, był ponoć człowiekiem mądrym, prawym, prawdziwym patriotą, do tego doskonale znającym tajemnice polityczne współczesnego mu świata, atoli największe salwy śmiechu wywoływał zasiadając na tronie Zygmunta Starego i wygłaszając w majestacie królewskim oceny sytuacji międzynarodowej i wewnętrznej. Nikt nie zastanawiał się wtedy ile w błazeńskich przemowach było racji, wszyscy się śmiali, bo przecie błazen na tronie to farsa.
  • M.I. - No tak, ale tu mamy do czynienia z sytuacją niejako odwrotną. Błaznem nazywa się osobę zajmującą przynależne jej miejsce w polskiej hierarchii władzy.
  • P.W. - Gorzej bywa, gdy siedzący na tronie sam robi z siebie błazna, głosząc wymyślane przez siebie bzdury lub kłamstwa i według nich działając. Dla przypomnienia; - historia błaznów na tronach, rozpoczęta przez Kaligulę i Nerona, zawsze była tragedią polegającą na wmuszaniu społeczeństwom paranoicznych tworów chorego umysłu. Demokracja łagodzi nieco drastyczność takiego postępowania, atoli nie do końca, gdyż i w niej dzierżący “najwyższą władzę w państwie” może to państwo skutecznie demontować, a jego normalne funkcjonowanie i rozwój niemal paraliżować. Niestety! - dokładnie tym właśnie jest dziś działanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
  • M.I. - Więc uważa pan, że w tych ośmieszających go wypowiedziach jest coś na rzeczy?
  • P.W. - Choć nie akceptuję inwektyw pod adresem głowy państwa, a nazywanie go “błaznem” jest dla mnie taką inwektywą, rozumiem emocje z których te inwektywy wynikają. Bo np. - wyimaginowana przezeń interpretacja Konstytucji kompletnie ją ośmiesza i czyni z niej prawo nie dające się stosować, co dostrzega każdy prawnik. Przeciętny obywatel również jasno widzi, że nie może być tak, że legalnie wybrany rząd nie morze rządzić, parlament uchwalać ustaw, bo nie podobają się one “władcy i jego cmokierom”. Szaleńcza wręcz walka by reprezentować Polskę na specjalistycznych, jak np. finansowych, szczytach Unii Europejskiej nie mając zielonego pojęcia o tej dziedzinie i blokując miejsce przy negocjacyjnym stole właśnie odpowiedzialnym za tą dziedzinę polskiego życia narodowego ministrom, wprawia w osłupienie europejskich polityków i każe zastanawiać się, czy aby Polska w ogóle jest państwem poważnym - bo zdrowym na pewno nie.
  • M.I. - Na czym polega ta choroba?
  • P.W. - Chorobę polegającą na tym, że żyje się w świecie wyimaginowanym nazywamy zazwyczaj schizofrenią! Np. ogłaszanie, że prezydent elekt Obama chce kontynuować budowę tarczy antyrakietowej w Polsce jest przykładem takiej niezdrowej imaginacji i nic dziwnego, że strona amerykańska natychmiast to zdementowała, ośmieszając polską stronę. Ogłaszanie za swój sukces wynegocjowanie Traktatu Lizbońskiego, a następnie upieranie się by go nie ratyfikować, pomimo ratyfikacji przez Sejm - zrozumiałe być morze jedynie w kategoriach jakiejś choroby. Przykłady można by mnożyć! - Rzecz w tym, że pomimo iż wszystkie sondaże pokazują – czego chcą Polacy – Lech Kaczyński uważa, że lepiej wie co dla nich dobre. Porusza się bowiem w rzeczywistości zupełnie wyimaginowanej przez siebie, swego brata i pewnie O. Rydzyka - rzeczywistości - którą, o zgrozo, chce za wszelką cenę “ciemnemu narodowi” (cytat z jednego z liderów PiS !) narzucić.
  • M.I. - A może to nie choroba, tylko polityczne kłamstewka? Przecież w polityce, wprawdzie prymitywnej, ale takie metody są czasem stosowane dla wzmocnienia określonego stanowiska.
  • P.W. - Kłamstwa bywają dwojakiego rodzaju! Albo kłamca jest cynicznym łobuzem, albo w swe kłamstwa wierzy. To drugie jest symptomem szaleństwa. Za szalone uważamy dziś postępowanie Nerona czy Kaliguli, oparte na wierze we własne imaginycje. Kto oceni motywację panów Kaczyńskich?
  • M.I. - Ich zwolennicy przyjmują ją za szlachetną i prawdziwą.
  • P.W. - Tylko ci, którzy są od nich jeszcze politycznie zależni, albo osoby dość naiwne i prostoduszne. Ich “uwolnieni”, jakby to można powiedzieć, współpracownicy ujawniają nieco inną stronę tego błyszczącego medalu. Wskazują na istnienie tego wyimaginowanego świata prezydenta. Np. były pisowski premier Marcinkiewicz, osoba przecież doskonale znająca kulisy działania swego własnego rządu, mówi jasno w jednym z wywiadów: - “Wynegocjowany ostatecznie kształt eurotraktatu (Lizbońskiego) był poważną porażką dyplomacji prezydenta, a nie wielkim jej sukcesem. Nie jest to kwestia poglądów, ale faktów. Pamiętam dokładnie; - główne cele negocjacji były trzy. Pierwszy – uratować świetną, wynegocjowaną kiedyś przez Buzka z Saryusz-Wolskim pozycję Polski w procesie decyzyjnym w Unii - tu jest fiasko całkowite! Drugi – wpisać do traktatu znaczenie dziedzictwa chrześcijańskiego Europy - tu też fiasko jest całkowite. Trzeci – zrobić przynajmniej krok w kierunku stworzenia systemu europejskiego bezpieczeństwa energetycznego - i tu nie widać przełomu. Czy taki stan wynegocjowania głównych celów państwa może ktoś na zdrowy rozum określić sukcesem? Niestety, negocjator główny - Pan Prezydent RP – wykazał brak talentów negocjacyjnych i słabość woli, a potem przy pomocy kłamstw propagandowych starał się to nazwać inaczej.”
  • M.I. - No dobrze, ale porażki w polityce to rzecz, która do końca polityka nie dyskwalifikuje. Zdarzają się każdemu.
  • P.W. - Ale tu nie chodzi o żadną porażkę. Marcinkiewicz ujawnia pewną metodę stosowaną przez Kaczyńskich. Polega ona na tym, by realną rzeczywistość tak widzieć, by pasowała do wyimaginowanego właśnie modelu świata. To działanie w nieistniejącej przecież rzeczywistości i zupełnie nierealnymi metodami. Najgorsze, że ta nadrzeczywistość już zaczyna poważnie drażnić świat. Np. Harry Marvyn, amerykański ekspert od stosunków wschód-zachód mówi: “Jeśli prezydent Polski mówi, że jego pokrzykiwanie w Gruzji może przynieść jakieś pożytki Gruzinom czy Gruzji, to chyba sam w to nie wierzy. Chyba, że nic z tego nie rozumie. Takie metody mogły być skuteczne za Regana. Dziś świat wygląda zupełnie inaczej i trzeba zrozumieć, że tego typu kaznodziejstwo tylko komplikuje pracę poważnym politykom, bo nie bardzo wiadomo o co właściwie chodzi. Polska chce wywołać wojnę światową czy jak? Na szczęście nie ma takich możliwości.”
  • M.I. - I uważa pan, że ostatnia wyprawa na “granicę” osetyńską również wpisuje się w taki scenariusz?
  • P.W. - Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości! Jeśli to nie była prowokacja panów Szakaszwilego i Kaczyńskiego, to niewątpliwie jest to działanie zupełnie nieodpowiedzialne. Słusznie powiedział bodaj marszałek Komorowski, że “sytuację na granicach badają wywiadowcy, a nie prezydenci”. Tym bardziej, że za pomocą znanych już na całym świecie systemów wywiadowczych można ustalić z dokładnością do jednego żołnierza gdzie i czyje siły stacjonują bez narażania nawet zawodowych szpiegów. Z resztą świat nie ma wątpliwości w jakim stopniu ustalenia w sprawie Gruzji są przez Rosjan realizowane i choć może to zabrzmieć cynicznie, na obecnym etapie konfliktu nawet, gdyby polski prezydent został tam zabity nikt nie uznałby, że dokonali tego Rosjanie. Mówię “na obecnym etapie konfliktu”! Takie są realia polityki światowej, chociaż rozumiem, że może to się bardzo nie podobać wielu marzycielom. Jest zupełnie nierealne, by nawet bohaterska śmierć pana Kaczyńskiego mogła dokonać przełomu w sposobach prowadzenia polityki światowej. Z resztą to rzeczywiście musiałoby prowadzić do szaleńczego zaostrzenia stosunków i niezliczonej liczby ofiar, czego dziś nikt nie zaakceptuje. Z tego, dość oczywistego punktu widzenia i wyprawa i jej ocena ze strony prezydenta Kaczyńskiego jest czymś zupełnie z księżyca i to właśnie jest w tym wszystkim najgroźniejsze. Rzeczywiście państwo, którego prezydent żyje i działa w ramach świata zupełnie wyimaginowanego znajduje się w bardzo trudnej sytuacji.

Polonia Polacy w Niemczech